poniedziałek, 27 sierpnia 2012

'...nie krzycz na mnie...'


* Następnego dnia * 

Nie pamiętam, kiedy poszłam spać. Ale wiem jedno: było to na pewno po północy.
W domu panuje dziwny spokój. Aż dziwnie.
Założyłam szlafrok  i wyszłam na korytarz. Zajrzałam do wszystkich pokoi. Wszyscy byli w swoich pokojach oprócz Melanie.
Pewnie śpi na kanapie w salonie, bo nie chciało jej się iść na górę, pomyślałam, ale kiedy zeszłam na dół zrozumiałam, że to był błąd. Okazało się, że chłopaki zostali u nas na noc.
Zayn spał przy drzwiach wejściowych, Harry pod stołem, Louis na blacie w kuchni, Liam na stoliku w salonie, Niall na kanapie, a Melanie na nim.
Podeszłam do niej i zaczęłam ją budzić.
- Lou, daj spokój. Nie ma więcej marchewek. - wydukała.
Roześmiałam się.
- Melanie. Ogarnij się. Złaź  Nialla. - powiedziałam.
- Co.?! - zapytała i zanim zdążyłam odpowiedzieć sturlała się z chłopaka na podłogę.
- Siemka - przywitałam się.
- Hey - odpowiedziała - dzięki, że mnie obudziłaś, zanim Niall się ocknął.
- Spoko. Nie ma problemu - odpowiedziałam. - Idę zbudzić resztę. A ty zrób śniadanko.
- Ok. - odpowiedziała i poszła do kuchni. Na twarzy nadal miała minę typu 'wtf.?!'
Poszłam za nią do kuchni. Wzięłam kubek i nalałam do niego zimnej wody. Wróćiłam do salonu i polałam każdego po kolei. W trakcie mojej zabawy Mel zapytała czy może się zająć Louisem.
- Jasne - odpowiedziałam.
Chłopcy poderwali się zdziwieni. Uśmiechnęłam się do nich i poszłam odnieść kubek.
Do kuchni wszedł Zayn.
- Ekhem. Mam pytanko... Co ty przed chwilą zrobiłaś.? - zapytał.
- Jak to co.? Obudziłam cię. - odpowiedziałam mu z triumfem na twarzy.
- A czy nie mogłaś mnie normalnie obudzić.?
 Pokręciłam przecząco głową.
- U nas stosuje się nowoczesne metody - odpowiedziałam. -
- Doprawdy.? - zapytał. Podszedł do Melanie i zapytał ją o coś, ale nie słyszałam. Ona tylko pokiwała twierdząco głową. Potem podszedł do mnie i wziął mnie na plecy.
 - Co ty robisz.? - wrzeszczałam. Nie odpowiadał.  Wybiegł ze mną do ogrodu i stanął przy basenie. Po dwóch sekundach wrzucił mnie do niego.
Wyszłam przemoczona do suchej nitki.
- Zabiję Cię. - powiedziałam. - Będę Cię mordować długi i boleśnie. - dodałam. Zaczęłam go gonić. Dogoniłam go już w wejściu do domu. Naskoczyłam na niego i jak gdyby nigdy nic usiadłam na jego brzuchu.
- Proszę. Nie zabijaj mnie. Zrobię wszystko dla Ciebie.
- Hmm...- zaczęłam się zastanawiać, co mógłby dla mnie zrobić. Jak na razie nic nie przyszło mi na myśl. - Ok. Odpuszczę Ci. Na razie.
- Dobrze. Dziękuję.
Wstałam z niego.  Poszłam do swojego pokoju, żeby przebrać się w coś suchego. Stwierdziłam, że założe strój kąpielowy i pójdę się poopalać.
Ruszyłam w stronę łazienki, aby się przebrać, ale ktoś zapukał do drzwi.
- Mogę wejść.? - usłyszałam głos Zayna.
- Ta, jasne. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Jeszcze raz przepraszam.
- W normalnej sytuacji bym nie przebaczyła, ale twój uśmiech działa jak narkotyk. - odpowiedziałam. Poczyłam, że się zarumieniłam. Zrobiło mi się głupio. Zayn podoba mi sie odkąd go zobaczyłam, czyli od wczoraj. On się tylko uśmiechnał. Jprdl. Zachowałam się jak idiotka. Co ja sobie w ogóle myśle. - Przepraszam - wydukałam - ja, pójdę się przebrać.
- Ok. Poczekam.
Weszłam do łazienki. Starałam sie przebrać jak najwolniej, żeby mu się znudziło i poszedł sobie. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Jestem idiotką. Nic dodać, nic ująć. Po 15 minutach wyszłam z nadzieją, że go nie zastanę w pokoju. Mysiłam sie. Jak zwykle.
Uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego na łóżku.
- Więc, o czym chciałeś porozmawiać.? - zapytałam.
- O tym, co powiedziałaś. - odpowiedział niepewnie.
- Przepraszam - powiedziałam - tak mi się jakoś wymsknęło - sięgnęłam po butelkę wody, która stała na podłodze. Zaczełam pić.
- Podobasz mi się - powiedział Zayn. Zaksztusiłam się wodą i pół butelki wylałam na siebie i Zayna. Zaczął mnie pukać po plecach. - Wszystko ok.? - zapytał.
- Tak. Dzięki.
- Przepraszam. Może trochę się pospieszyłem.  Ale niestety, mam tak, że jak coś poczuję to muszę to wyrzucić z siebie, bo inaczej głowa mi pęka. - zaczął się tłumaczyć. Niepotrzebnie.
- Nie tłumacz się. - przerwałam. - Ty też mi sie podobasz. Zaniemówił.
- Serio.? - zapytał.
- Eheś. I przepraszam.
- Za co.?
- Spójrz na siebie. - powiedziałam. - Jesteś cały mokry.
- Jesteśmy kwita. - powiedział.
- Fakt. - odpowiedziałam.
- Idę do domu się przebrać. - powiedział.
- Ok. Ja też się przebiorę. - wstałam i zaczęłam wyciągać ubrania z szafy.
- Wpadnij do mnie jak będziesz gotowa.- zaczął chichotać.
- Jasne. Yyy... z czego się śmiejesz.? - zapytałam.
- Ja.?! Ja się wcale nie śmieje. - odpowiedział.
- Taa. Jasne.
Kiedy Zayn wyszedł spojrzałam w lusterko i przeżyłam szok. Nie przewidziałam tego, że makijaż mi się rozmarze. Wyglądałam jak Zombie.
Podeszłam do szafki i wyciągnęłam zestaw do demakijażu i wzięłam się do roboty.
Po kilku minutach byłam gotowa.
Zeszłam na dół. Przywitały mnie zdziwione miny.
- Gdzie idziesz - zapytał David.
- Do Zayna.
- Uuuuuu - powiedział Justin.
- Stul twarz.
- Dobra, dobra. Ja nic nie mówię.
- Ehe. Idę i nie wiem kiedy wrócę, ale wiem jedno, że wrócę przed północą.
- Ok.



# Z perspektywy Melanie #


- Buahahaha. Szykuję nam się nowa para. - powiedziałam po wyjściu Megan.
- Z pewnością. - odpowiedziała Amy.
- A tak w ogóle to gdzie jest Patrick.? - zapytałam.
Nikt nie odpowiadał.
- Zadałam pytanie.
- Dobra...powiemy Ci. Ale obiecaj. - w tej chwili zadzwonił mój telefon.
- Patrick - wyjaśniłam pozostałym.
- Odbierz, odbierz.! Szybko.!
- Dobra, dobra. Już. Spokojnie. Nie gorączkujcie się.


Rozmowa : 

P. - Hey misiek. 
M. - No siemka. Co tam.? 
P. - A nic, nic. Mam prośbę. Bądź gotowa za godzinkę. 
M. - Co.? Ale po co.? 
P. - Niespodzianka. 
M. - Powiedz. Dobrze wierz, że nie lubie niespodzianek. 
P. - Nie mogę. Przyjadę po Ciebie za godzinę. Nie spóźnij się.!  Pa. 
M. - Patrick...ale o co ci... - i piiiiiiiip.        
                               KONIEC


- I co.? Wiesz coś.? - zapytała Jull.
- Taa. Jasne - odpowiedziałam z sarkazmem - Tyle, że mam być gotowa za godzinę.
- No to idź się szykuj kobieto.!  - krzyknął David.
- Dobra, dobra.
Poszłam na górę. Wyglądałam jak Zombie. Pobiegłam pod prysznic. Wykąpałam się i zaczęłam wyciągać ubrania z garderoby. Założyłam '''''to''''' i lekko pomalowałam usta błyszczykiem.
Miałam jeszcze dziesięć minut, więc zeszłam na dół i usiadłam na kanapie pomiędzy Davida, a Justina.
- Ho ho. Ktoś tu ładnie wygląda. - mówiąć to, spojrzał na mnie.
- No chyba ty.! - powiedziałam.
- No oczywiście, że ja. - odpowiedział.
- Jak zwykle, skromny. - odgryzłam się.
- Rodzinne - odpowiedział i usłyszałam dzwonek sms-a. Wyciągnęłam komórkę.


             " Wyjdź przed dom.!  ;* ¦   Patrick. xxx " 


Wstałam z kanapy i ruszyłam przed dom.
- Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - krzyknęłam przez ramie.
- Ok. - odpowiedzieli chórem i wybuchnęli śmiechem.
- Stulić twarze. - powiedziałam.
Pod domem stał jeden podwójny rower. Stanęłam jak wryta. Po chwili z drzewa zeskoczył Patrick i dał mi soczystego całuska.
- What.?!  - zapytałam zdziwiona.
- To jest rower - odpowiedział.
- Tyle to ja wiem. Ale po co Ci on.?
- Jedziemy na wycieczkę.
- Na tym czymś.?
- No jo.
- Ok. - uśmiechnęłam się słodko i zajęłam miejsce z przodu.
- Eyy, ja chciałem tam usiąść.
- Dobrze powiedziane, chiałeś.
Zrobił smutną minkę i zajął miejsce z tyłu.
- Przepraszam. - powiedziałam. Nie odzywał się. Odwróciłam się i dałam mu buziaka w policzek. Nadal nic nie mówił.
Prychnęłam.
Pocałowałam go w usta.
Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się.
- Wprawdzie, nie gniewałem się, no ale...trudno. - uśmiechnął się jak cwaniak.
- No wiesz. Teraz to ja się obrażę. - powiedziałam i odwróciłam się. Ruszyłam w drogę. Po 50 cm zaczęło mi się jechać jakoż lekko. Obejrzałam się za siebie. Patricka nie było na podłodze, ale za to leżał na ziemi, zwijając się z bulu.
- Ałł. - zaczął się drzeć na całe osiedle.
- Ćsiii - wybuchnęłam śmiechem.
- Zrzuciłaś mnie z roweu, a teraz się śmiejesz.! - powiedział, a właściwie wyjęczał.
- Bywa - odpowiedziałam obojętnym tonem.
Podeszłam do niego i zaczęłam go podnosić. Nie udawało mi się, więc złapałam jego nogi i zaczęłam go ciągnąć do domu
Stanełam przed drzwiami, kopnęłam je i zaczęłam ciągnąć go dalej.
Nie wiem jakim cudem, ale doczołgałam się z nim do salonu.
- Nic innego nie mogłaś wymyślić.?!- zapytał z oburzeniem.
- Nie krzycz na mnie.! I tak, niczego innego nie wymyśliłam.! - krzyknęłam.
- Nie chcę się wtrącać, ale nie mogłaś przyjść po nas, żebyśmy go tu wnieśli. - zapytała Amy.
- Nie pomyślałam. - powiedziałam. - A tak w ogóle to co Cię boli.? - zwróciłam się do Patricka.
- Noga. I to bardzo.
- Możesz nią ruszać.? - zapytałam i uklęknęłam koło niego.
- Właśnie problem w tym, że nie.
- O niee.
- Justin - uśmiechnęłam się słodziutko i zaczęłam mrugać rzęsami.
- Jasne. Podwiozę was na pogotowie. - skarciłam go wzrokiem. - Ups.
- Że co.?!  Nie jedziemy do żadnego szpitala. Zobaczcie, nic mi nie jest. - zaczął zginać nogę. Coś strzyknęło.
- O Boże. - powiedziała Amy. - Mam w dupie co myślisz. Jedziemy na pogotowie.
- Ale...
- Nie masz tu nic do gadania - wtrąciłam się.
Podróż zajęła troche czasu, bo nie mieliśmy pojęcia gdzie znajduje się jakiekolwiek pogotowie. Po 40 minutach Jull zauważyła szpital.




----------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam  c;
Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału, ale przekroczyłam limit internetu  ;c
Brawo dla mnie.  ;p
Jestem zadowolona z tego rozdziału. Myślę, że Wam też się spodoba  ;d
W roku szkolnym, będę dodawała więcej rozdziałów, bo jak znam życie będę pisać je na lekcjach :D
Jak zwykle. ;]



A to muzyka dla Was :









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz