piątek, 27 lipca 2012

'...ja cię kocham...' cz. 1


Obudziły mnie krzyki z dołu. Zeszłam wesoła. Wszyscy siedzieli w salonie.
- Heyo - przywitałam się.
- Siema - odpowiedzieli chórem.
- Już po śniadaniu.? - zapytałam.
- Nie - odpowiedział Justin - Czekamy na Ciebie.
- O jak słodko. To co jemy.?
- To co zrobisz - odpowiedziała niepewnie Meg.
- Słucham.?!
- Przepraszamy. - powiedziała Amy. - No, ale ty robisz takie dobre naleśniki. Myje uwielbiamy.
- Dobra. Pierwszy i ostatni raz.
Poszłam do kuchni. Przygotowałam składniki i wzięłam się do roboty. Zrobiłam ich 15. Odwróciłam się do wyjścia z kuchni, żeby ich zawołać, ale stali w drzwiach.
- No ładnie. - uśmiechnęłam się - Macie po 2. Nie więcej. Tylko ja mam prawo do trzech.
- No, alee...ja też chhh - zaczął Patrick, ale skarciłam go wzrokiem.
- Dziękujemy - powiedziała Jull. Wszyscy ustawili się w kolejce i dawali mi buziaczki w policzek. Czułam się jak gwiazda filmowa.
Kiedy skończyłam, podeszłam do Patricka i szepnęłam mu do ucha "zemstę czas zacząć"
Odpowiedział mi pytającym spojrzeniem. Zaśmiałam się i wyszłam z kuchni. Poszłam do pokoju.
Postanowiłam się rozpakować. Zajęło mi to godzinę. Myślałam, że będzie gorzej.
Potem poszłam się odświeżyć. Łazienka jest śliczna. I co najlepsze jest tylko i wyłącznie dla mnie.
Ubrałam się, uczesałam w koka i nałożyłam lekki makijaż. Postanowiłam odwiedzić wszystkie pokoje. Najpierw poszłam do Amy. Zapukałam.
- Proszę - usłyszałam cichutki głosik. Weszłam, a w środku przeżyłam szok. Wszędzie ciuchy.  Z tego co wiem miała 2 walizki, ale nie wiedziałam, że zmieściło jej się tam aż tak dużo rzeczy.
- Boże dziewczyno, co tu się dzieje.? - zapytałam.
- Jak to co.? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Rozpakowuje się. Zaczęłam się śmiać. W drzwiach stanęły Jull z Meg.
- Z czego się tak śmiejecie.? - zapytała zaczrypniętym głosem Meg.
- Amy się rozpakowuje - odpowiedziałam za nią.
- To są jej ubrania.?
- Owszem. Wszystko co tu jest należy do Amy.
- Dobra koniec gadania.! - wydarł się nasz ciasteczkowy potwór. - Lepiej pomóżcie mi sprzątać.
- A co w zamian.? - zapytałyśmy chórem i wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Hmmm... zrobię wam kolację.
- Okey.
Wzięłyśmy się do pracy. Zajęło nam to 3 godziny. Ogólnie to gadałyśmy i śmiałyśmy się, a nie pracowałyśmy.
- A tak wogle to gdzie wcięło chłopaków.? - zapytałam.
- Hmmm...nie wiem. - odpowiedziała Jull.
- Pójdę zobaczyć co się z nimi dzieje. - powiedziałam.
Zeszłam na doł. W kuchni ich nie było więc poszłam do salonu. Cała trójka siedziała jak małe dzieci przed telewizorkiem i oglądali SpongeBoba. Dołączyłam do oglądania mojej ulubionej bajki, ale najpierw zawołałam dziewczyny. Był maraton. 5 odcinków. 3 godziny. Jak się ocknęłam była 18. Postanowiłam, że pójdę pobiegać. Przebrałam się w dres i wyszłam. Park był niedaleko. Włączyłam muzykę i włorzyłam słuchawki do uszu. Zrobiło się ciemno.
W końcu musiało się coś stać. Wpadłam na jekiegoś chłopaka.
- Ojej. Przepraszam. Zamyśliłam się. - powiedziałam poddnenerwowana.
- Spoko. Nie przejmuj się. Nic Ci się nie stało.
- Nie,nic. - Chłopak był w kapturze, a poza tym zrobiło się ciemno i nie widziałam jego twarzy.
- To dobrze. A tak wogle to jestem Niall.
- Melanie. - Przedstawiłam się. - Ja lecę. - powiedziałam.
- Ok. Pa.
- Pa - odpowiedziałam.
Jeszcze trochę pobiegałam. Kiedy wróciłam do domu była 22. O dziwo wszyscy byli już w swoich pokojach. Znaczy, tak myślałam do puki nie weszłam na górę. Od razu usłyszałam śmiechy z pokoju Davida. Weszłam i zobaczyłam jak wszyscy grają w butelkę na odwagę.
- Heyo. Mogę się dołączyć. - zapytałam.
- No baa.
Zabawa była super. Zadania jeszcze lepsze. A atmosfera najlepsza. Około północy Amy i Justin poszli do sklepu po trunki.
Wypiłam kilka drinków i około 2 piw. O 2 zrobiłam się senna i poszłam do swojego pokoju. Żuciłam się na łóżko i po chwili zasnęłam.

Następnego dnia
Obudziłam się z wielkim kacem. Zpojrzałam na zegarek. 12.!
Boże, jak ja mogłam tak długo spać.
Zeszłam na dół. W kuchni siedziała Amy.
- Hey - przywitała się.
- Siemka - odpowiedziałam z uśmiechem pomimo bólu głowy. - To jak, co na śniadanie.? - zapytałam.
- Kanapki. I jak chcesz to przygotowałam kawę.
- Za kanapki podziękuję, ale kawę z wielką przyjemnością.
Wypiłam kawę. Mniam. Pogrzebałam trochę w szafkach i stwierdziłam, że nie mamy nic do picia, a jak znam życie, każdy ma kaca. Poszłam do pokoju przebrałam się i postanowiłam iść na zakupy. Zapukałam do Jull, ale ona spała. Meg też, Justin to samo, David także. Ostatni pokój należał do nikogo innego jak Patricka. On też spał, ale stwierdziłam, że go obudzę.
Zaczęłam go szturchać, krzyczeć do ucha, ale spał jak zabity. Weszłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać, ale on tylko coś mruknął. Postanowiłam, że urzyję mojej starej sztuczki. Wzięłam kubek i nalałam zimnej wody. Podeszłam do niego, spał tak słodko, ale niestety. Wylałam wodę. Zerwał się z łóżka.
- Hey - przywitałam się wesoło.
- Siema. Co ty robisz.?! - zapytał wkurzony.
- Jak to co.? Budzę cię.
- Aha. Fajne masz metody.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
- Nie mogłaś obudzić mnie normalnie. Jak zwykli ludzie.
- Nie. Próbowałam. Szturchałam cię, krzyczała, skakałam po łóżku. Nic. A tak wogle to część zemsty. - uśmiechnęłam się złowrogo.
- Jakiej ze... o Boże. Ty nie żartowałaś. - powiedział wystraszony.
- Ja nigdy nie żartuję. - odpowiedziałam.  - A teraz ubieraj się i schodź na dół. Idziesz ze mną na zakupy. - Rozkazałam mu.
- Ok. Zaraz zejdę.
Wyszłam z pokoju. Poszłam do siebie. Wzięłam torebkę i pieniądze. Miałam mało więc postanowiłam iść do Davida i pożyczyż. Nadal spał więc wyciągnełam trochę z kieszeni bluzy. Zeszłam na dół.
Usiadłam na kanapie w salonie i włączyła telewizję. Był SpongeBobe. Jej. Po chwili zszedł Patrick.
- Możemy iść.


Sklep był około 500 metrów od domu. Każdy wziął swój wózek i jeździliśmy na nich po całym sklepie.
Po godzine wróciliśmy do domy z trzem atorbami napoi i dwiema jedzenia.
Weszliśmy do domu śmiejąc się jak dauny.
- Co wy tacy weseli.? - zapytał Justin.
- Byliśmy w supermarkecie. To chyba tłumczy wszystko. - odpowiedziałam przez śmiech.
Poszliśmy do kuchni. Rozpakowaliśmy zakupy. Oczywiście znów padło na mnie. Zrobiłam swoje popisowe naleśniki. Tylko tym razem z czekoladą.
- Obiaad - wydarłam się na cały dom. Wszyscy wpadli do kuchni głodni.
- Czy ja widzę to co widzę, czy tylko mi się wydaje, że to widzę.?
- Użyłeś w jednym zdaniu trzy razy słowo 'widzę'. Ale mniejsza z tym. Tak. To jest to co widzisz. Naleśniki z czekoladą.
- Dziewczyno. Ja cię kocham. - zaczął mnie przytulać, ściskać, podnosić mnie. Trwało to z 10 minut.
- Ok.? - odpowiedziałam przez śmiech.




----------------------------------------------------------------------------------------------------

Uff... 
Nareszcie dodałam trzeci. ;D
Jestem średnio zadowolona.  ;/
No, ale przynajmniej miałam trochę czasu, żeby go napisać. ;p 
Trochę, krótszy niż chciałam. ;d Ale trudno ;)
Postaram się dodać cz. 2 jak najszybciej. ;d
Dziękuję za te 270 wejść. 
Jestem dumna :D 

PS Jeśli pojawią się jakieś błędy to bardzo przepraszam ;> 

I tak jakoś.  The Wanted  ;D  
Ubóstwiam <3






wtorek, 17 lipca 2012

'...do odważnych świat należy...'



Ten rozdział dedykuje mojej przyjaciółce Oli. ;D  ;* <3 



Następnego dnia 

Zaspałem. Jak zwykle. Kiedy dzieje się coś ważnego muszę coś odwalić. 
Ogarnąłem się i ruszyłem w drogę. 
Dogadałem się wczoraj z Mel, że pójdziemy po wszystkich razem. 
Mel oczywiście już czekała. 
- Hey - przywitała się. 
- Siemka - odpowiedziałem, a ona dała mi słodkiego buziaczka w policzek. - przepraszam, że czekałaś, ale oczywiście zaspałem. Sorry. 
Hah. Miałem zaciesz jak cholera, że się już pogodziliśmy. 
Najpierw poszliśmy po Megan. Potem do Jull i Amy. Na samym końcu wpadliśmy do Patricka i Justina. 
Muszę przyznać, że wszyscy byli zdziwieni iż my się już pogodziliśmy. # 
Całą drogę do centrum handlowego suszyliśmy zęby jak 'Pingwiny z Madagaskaru'. 
Kupiliśmy sporo rzeczy. 
W końcu byliśmy tam 6 godzin. 
To chyba mój osobisty rekord. Ale to oczywiście przez dziewczyny.
Gdyby ich nie było uwinęlibyśmy się w góra 2 godziny. 
To był armagedon. 
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do pizzerii. Mel i Patrick napchali się jak dwa króliki marchewkami. 
Kiedy szliśmy do domu Amy zaczęła śpiewać, Meg tańczyć, a potem już wszyscy śpiewali. 
Chór uliczny. 
Mieliśmy wielki przypał. 
No, ale. My lubimy przypał. Wszyscy w dzielnicy nas znają. Słyniemy z naszego ADHD. 



* Trzy dni później * 



# Z perspektywy Melanie #


- Melanie schodź na dół. Amy już czeka. - usłyszałam głos mamy. 
Byłam spakowana i gotowa do drogi. Trudno mi było pożegnać się z mamą. Trudno mi będzie bez niej. 
Ale przynajmniej jadę tam z przyjaciółmi. Mam nadzieję, że moje życie zmieni się na lepsze. Poznam nowych ludzi. Przeżyję nowe przygody. 
Jeśli chciałabym to ująć jednym zdaniem wszystko będzie nowe. 
Wzięłam walizki i zeszłam do salonu. 
- Hey Amy - przywitałam się. 
- Hey - odpowiedziała - Gotowa.? 
- Tak. 
Odwróciłam się do mamy i ją uściskałam. 
- Pa mamo.!  
- Pa córciu. Uważajcie na siebie. 
Wyszłam z domu. Taksówka czekała pod domem. Z tego co się dowiedziałam reszta jest już w drodze na lotnisko. 
Byliśmy na miejscu po 20 minutach. 
Od razu znaleźliśmy pozostałych. Przywitaliśmy się, poszliśmy na odprawę. Potem wsiedliśmy do samolotu. Trochę się bałam. 
Byłam wkurzona, bo nie siedziałam z dziewczynami tylko usadzili mnie z Patrickiem. Byłam wkurzona. Jego znałam najmniej. Widać, że nie był skory do rozmów więc nie zaczynałam rozmowy. 
Wzięłam książkę. Lot miał trwać 7 godzin więc musiałam się czymś zająć. Zaczęłam czytanie. 
Książka strasznie mnie wciągnęła. Ocknęłam się po 2 godzinach.Pierwszy raz tak długo czytałam. 
Patrick nadal spał więc postanowiłam włączyć Mp4 i posłuchać muzyki. Po 2 godzinach mi się rozładowała. Oczywiście zapomniałam naładować w domu. Siedziałam koło okna więc nie mogłam przecisnąć się do dziewczyn żeby z nimi pogadać. Na szczęście obudził się Patrick. 
- Hey - wiedziałam, że to ja muszę zacząć rozmowę. - Wyspany. 
- Siemka. - był zaskoczony. - Ta, jasne. Długo spałem.? 
- Jakieś 4 godziny. 
- O Boże. Co ty robiłaś.? 
- Hmmm...czytałam i słuchałam muzyki. 
- Aaa...spoko.
- Yyy...ten...noo. Masz coś do jedzenia jeszcze.? - zapytał. Powstrzymywałam śmiech, ale mi się nie udało. 
- Hahahaha. No tak jakby...nie. Wszystko zjadłam. Wiesz, że lubię jeść. 
- Spoko. To tak jak ja. 
- No właśnie. Wiesz o co chodzi. 
- Dobra. Trudno. Idę żulić od Justina. 
- Ok. Weź też mi coś wyżul. 
- Spoko. Zaraz wracam. 
Wrócił z rękoma pełnymi żarcia. Zaciesz. 
- Co tam masz.? 
- Hmmm...żelki, soczki, kanapkę z serem i sałatą i kanapkę z jakąś wędliną. Ale trochę dziwnie pachnie więc radzę jej nie ruszać. 
- Ok. Spoko.  
- To co podać.? - zapytał. 
- Może soczek i tą kanapkę z wędliną. 
- Serio.? - zapytał zdziwiony. 
- Do odważnych świat należy. - odpowiedziałam z bananem na twarzy. 
- Spoko. Wyjmę torebkę. 
Podał mi jedzenie. Ugryzłam kanapkę. Pierwszy gryz był okropny. Postanowiła zrobić drugi, a wtedy zrobiło mi się niedobrze. Patrick podał mi torbę. 
Zwymiotowałam. 
- Jak się czujesz.? - zapytał z troską w głosie. 
- Dobrze. Choć bywało lepiej. 
- Domyślam się. Może chcesz tą drugą kanapkę.? 
- Taa. Z chęcią. 
- Trzymaj. Ja zjem żelki. - uśmiechnął się triumfalnie. 
- Taa. A ja mam jeść tą kanapkę.? Oszukałeś mnie.!
- Noo. Tak jakby. 
- Czekaj...Mam pomysł. Ja dam ci pół kanapki, a ty mi pół paczki żelek. Co ty na to.?
- Dobra. Zgadzam się.
Zjedliśmy żarcie. Potem gadaliśmy. W końcu koniec lotu.
- Kiedy wysiedliśmy wsiedliśmy do taksówki i ruszyliśmy do naszego domu. 
Strasznie się cieszyłam, że nie będziemy musieli mieszkać w jakimś hotelu. 
Po 15 minutach dojechaliśmy na miejsce. Dom jest wspaniały. Wypakowaliśmy bagaże i wbiegliśmy do domu jak zwierzęta. Był śliczny. Pobiegliśmy na górę. Każdy wybrał sobie swój pokój. Salon był wielki. Kuchnia też niczego sobie. Ale największą atrakcją był basen. 
Pierwsza go zobaczyłam. Podeszłam byłam w raju. I wtedy się stało. Podbiegł Patrick i mnie popchnął. Wylądowałam w basenie. Byłam wściekła.
Wyszłam cała mokra. Zaczęłam gonić Patricka. 
Dogoniłam go i wskoczyłam na niego. Wylądowaliśmy na podłodze obok kanapy w salonie. Wzięłam poduszki i zaczęłam go nimi bić. 
- Aaa. Proszę nie bij mnie. Przepraszam. Błagam, zlituj się. - zaczął mnie przepraszać i błagać. 
- Dobrze. Teraz dam ci spokój. Ale obiecuję ZEMSZCZĘ SIĘ. 
Wszyscy mieli z nas mega polewkę. 
- Ooo...Patrick radzę ci uważać. Kiedy wrzuciłem ją do stawu moja zemsta trwała miesiąc. Powodzenia - David zaczął go straszyć. 
Podziękowałam mu w myślach. 
- Taaa. Jasne. Ehe. Możesz mnie straszyć, ale ja się nie dam.
- Ok. Zobaczymy. - odpowiedziałam ze złowieszczym uśmieszkiem. Idę do pokoju. 
Byłam zmęczona po tej akcji. Było już późno więc postanowiłam iść spać. Chciałam się jeszcze rozpakować, ale zasnęłam. 


---------------------------------------------------------------------

No i jest drugi ;d
Poszło gładko. ;p
Tylko przepraszam, że trochę krótszy, ale nie miałam takiej weny jak poprzednio.  ;/
Mam nadzieję, że się wam spodoba.  ;*
Dziękuje za te 200 wejść. Jesteście wspaniali. <3
Postaram się dodać 3 rozdział jak najszybciej. 
I jeszcze raz proszę. Jeśli to czytajcie to zostawiajcie jakiś ślad w postaci np. komentarzy. Dla mnie to bardzo ważne. To dodaje mi motywacji. ;D


PS Jeśli pojawią się jakieś błędy to bardzo przepraszam. 



czwartek, 12 lipca 2012

' Ja... ja wyjeżdżam...'


Obudziłam się. Wszystko mnie bolało. Na czworakach zeszłam na dół do kuchni.
- Zombie przybyło - zaczął komentować mój wygląd kochany braciszek.
- Spadaj.
Zrobiłam sobie śniadanie. Oczywiście nie obeszło się bez kontuzji. Zacięłam się nozem. Przykleiłam plasterek i ponowiłam robienie kanapek.
- Hej córciu - usłyszałam głos mamy za plecami - Jak się czujesz?
O Boszz, zaczyna się. Zaraz dostanę kazanie, na temat mojego zachowania. Pff...
- Wszytsko ok. Nic mi nie jest. - odpowiedziałam bez grama uczuć w głosie. Poszłam do pokoju. O dziwo obyło się bez pouczeń.
Ubrałam się w pasiatą bluzkę, czarne rurki i conversy. Weszłam na facebooka.
18 powiadomień, 2 zaproszenia do znajomych i 1 wiadomość.! Od Davida. Czego on chce.?!

,,Przepraszam za wszystko. Nadal Cię kocham. To był impuls. Wybacz mi.``

Wiadomość przyszła zaraz po incydencie w parku. Postanowiłam, że nie będę odpisywać. Zrobiło mi się trochę głupio. Było widać, że my zależało. Chciałam zadzwonić, ale stwierdziłam, że to nie ma sensu.
Z rozmyśleń wyrwał mnie krzyk mamy.
- Melanie zejdź na moment do kuchni.! - zeszłam na pół przytomna.
- Coś się stało mamo.? - zapytałam.
- Tak, znaczy nic się nie stało, ale dzwoniła Amy. Chce się z tobą spotkać. - byłam zdziwiona. Dlaczego nie dzwoniła do mnie.
- A po co.?
- Chce przekazać Ci coś ważnego. - byłam pewna, że mama była w to zaplątana.
- Ty coś wiesz.  - to nie było pytanie. To było stwierdzenie faków.
- Owszem.
Z jej miny wywnioskowałam, że nic mi nie powie. No cóż. Ruszyłam w drogę. Byłam zbita z tropu. Po 15 minutach byłam pod domem Amy. Zapukałam do drzwi. Otworzyła moja przyjaciółka.
- Heyy Mel.
- Siemka - przywitałam się - O co chodzi. Gadaj.! - rozkazałam.
- Dobra. Chodź, przejdziemy się. Wszystko Ci wytłumacze.
- Spoczi.
Poszłyśmy do parku.
- Mów o co chodzi, bo nie wytrzymam. - zaczęłam rozmowę. Wiedziałam, że ja muszę to zrobić.
- Melanie ja...ja...wyjeżdżam.
- Że co.?!
- Przepraszam. Na szczęście jesteśmy pełnoletnie. - nie wiedziałam do czego zmierza. - Miałam do wyboru was albo rodziców.
- O co ci chodzi.?
- Nie rozumiesz.?
- Nie. - odpowiedziałam bez wachania.
- Wyjeżdżamy.
- Jak to wyjeżdżamy. Moja mama nigdy się nie zgodzi.
- Już się zgodziła. - tymi słowami zbiła mnie z tropu. Byłam w szoku. Nie wiem co powiedzieć.
- Jej, nawet nie wiesz jak się ciesze, ale co z Meg i Jull.? - zapytałam z nadzieją, że nie zostaną same.
- One jadą z nami. - oznajmiła poważnym tonem.
- Ojeju, banan nie zejdzie mi z twarzy do wieczora. - byłam taka szczęśliwa.
- No i... jest jeszcze jedna sprawa.
O nie. Bardzo dobrze znam tę minę. Albo to coś niemiłego, albo musi iść do WC. Modliłam, żeby to było to drugie no ale, niestety.
- Chłopaki...oni jadą razem z nami.
- Że co.?! - byłam wściekła.
- Melanie, przepraszam. Wpadliśmy na to kiedy ty i David byliście jeszcze razem.
Powtórka z rozrywki. Znowu stałam jak słup. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- Ja idę do domu. Muszę to przemyśleć, ale nie martw się nic mi nie jest. Pa. - pożegnałam się i ruszułam do domu.
 Chciałam posiedzieć w samotności i oczywiście w ciszy. Zamknęłam się w pokoju. Poleżałam, przemyśliłam to i stwierdziłam, że nie jadę. Nie muszę z nimi tam być. Dadzą sobie radę beze mnie. Po prostu nie chciałam oglądać na razie Davida na oczy, a wyjazd jest za 5 dni. Zadzwoniłam do Amy i przekazałam jej tą informację. Koniec. Kropka...

# Z perspektywy Davida #

- Stary otwieraj.!! - walenie nie ustępowało. W końcu się zlitowałem i otworzyłem. W drzwiach stał Justin.
- Czego do cholery.?! - warknąłem. Sam się zdziwiłem moim toniem głosu.
- Boże, David, co ci jest.?
Wyjaśniłem mu całą historię. Musiałem się komuś wreszcie wygadać. Przyznam, że nieźle mi ulżyło. Potem usłyszałem bardzo krótki komentarz :
- DUREŃ.!!!
- Wiem, wiem. Ale najgorsze jest to, że ona chciała...popełnić...samooo...samoooob...- nie mogłem tego przecisnąć przez gardło.
- Samobójstwo.?! - zapytał Justin.
- Tak.! To.!
- Jeszcze większy dureń.
- Dziękuje. Ale tak w ogóle to po co tu przyszłeś.? - zapytałem ciekawy.
- Chodzi o to, że mam mega wiadomość. Jedziemy na wakacje. Do... Londynu. !!
No i zawiecha. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Byłem zszokowany.
- Zarąbiście. - Miałem wieeelki zaciesz. - Patrick też jedzie.?
- No baa. I jeszcze...dziewczyny. - znowu wkurzony.
- Melanie też.? - zapytałem z nadzieją, że chyba nie.
- Nie wiem, ale przypuszczam, że tak. Amy miała dzisiaj z nią pogadać. Sory. wpadliśmy na ten pomysł przed waszym rozstaniem.
Byłem załamany. Całe wakacje zmarnowane. Chciałem o niej zapomnieć. Żyć przyszłością, a nie przeszłością.
- Ja...nie. - zacząłem - Jak ona jedzie to ja nie jadę. Nie chce się z nią widzieć w najbliższym czasie.
- Kurrr...a tak fajnie się zapowiadało. Dobra ja spadam.
- Ok. Cześć.
- Cześć.

# Z perspektywy Justina #

Stwierdziłem, że pojadę do Melanie i z nią pogadam. Walnąłem w drzwi. Otworzyła Mel. Chyba była sama w domu co wyszło mi na dobre.
- Justin.?! Co ty tu robisz.? - zpytała z miną typu 'wtf.?!' na twarzy.
- Hey. Przyjechałem z tb pogadać. -odpowiedziałem.
- Ok. Wchodź.
Usiadłem na kanapie.
- Chcesz kakałko.? - krzyknęła z kuchni.
- Eheś. Ty wiesz co dobre.
- Hahaha. No baa.
Wypiłem kakałko. W końcu kiedyś musiałem zacząć ten niezręczny temat.
- Słuchaj ty... - dostałęm sms-a - Sorki. Zobaczę od kogo.
- Spoko. - uśmiechnęła się.

,,Hey Justin. Sorki, że tak późno piszę, ale zapomniałam. ;D Gadałam z Melanie
i powiedziała, że jeśli David pojedzie z nami to ona nie jedzie. ^^ Jull. xox``

- Ty nie jedziesz jak on nie jedzie.?! - wydarłem się jak debil. Byłem w szoku.
- Tak. Prawda. Nie chcę się z nim widzieć w najbliższym czasie.
Wybuchnąłem śmiechem. Załapałem, że powiedziała to samo co David.
- Co.?! Z czego się ryjesz.?!
- Zacytowałaś Davida.
- Serio.?! To się zdarza. Bardzo często.
- Spoko. Ale błagam, pojedź z nami. Davida też namówie. Nie możecie siebie wiecznie unikać.
- Wiem. Nie chce żeby on z mojego powodu nie jechał. A ja nie chce nie jechać do Londynu dlatego że on jedzie. Pojadę mimo wszystko. I proszę. Jego też namów żeby jechał. Jestem pewna, że dasz radę to zrobić skoro mnie namówiłeś. - miałem wieelki zaciesz. Nareszcie mi się udało.
- Dobrze. Nie ma problemu. Dla ciebie wszystko. Ja już lecę. Pa.
Dałem jej buziaczka w policzek i podziękowałem za kakałko. Była 8 i nie chciało mi się dzisiaj jechać do Davida. Padłem na łóżko jak zabity. Obudziłem się w nocy i zrozumiałem, że jestem w ubraniu. Przebrałem się w piżamkę ze SpongeBobem i poszłem spać dalej. Obudziłem się rano. Tym razem nie w ubraniu, lecz na podłodze. No cóż. Zdarza się. Zjadłem śniadanie i jak co piątek poszedłem na siłkę. Później wyrwałem Davida na pizze. Gadałem z nim i próbowałem przetłumaczyć mu, że Melanie chce żeby jechał z nimi do Londynu. Powiedział, że to 'przemyśli'.


# Z perspektywy Davida # 

Hmmmm...dzisiejszy dzień był geniany. Po rozmowie z Justinem jestem pewien, że chcę się pogodzić z Melanie. Ja chcę jechać na wakacje i ona też. Nie będę tego psóć. Myślałem dość długo, ale przerwał mi sen. Obudziłem się wcześnie. ZA WCZEŚNIE. Włączyłem kompa i weszłem na facebooka. Mel była dostępna. Chciałem napisać, ale stwierdziłem, że nie znirzę się do tego żeby przepraszać ludzi na fejsie.



* * * 


Siedziałem z bananem na twarzy. Za 4 dni wyjeżdżamy do Londynu. Jutro jadę z ekipą na zakupy.
Jedziemy na 2 miesiące. Szczerze mówiąc, chciałbym zostać tam na zawsze. Byłoby fajnie, ale...
no właśnie. Tęskniłbym za wszytskimi. Zwłaszcza za Mel. A tego nie chcę.
Postanowiłem do niej napisać. Chciałem się z nią spotkać i przeprosić.


,, Hey Melanie. ^^ Spotkasz się ze mną dzisiaj.? Proszę. `` 


Nie odpisuje. Pfff... . Sms. Po 10 minutach. Oł yeahh.


,, Hey. Taa, jasne. A co chciałeś.? >.< ``


,, Pogadać ;] ``


Bardzo wyczerpująca odpowiedź, pomyślałem. Hahahaha.
Poszedłem do parku. Mel czekała.
- Hey - zacząłem.
- Siemka - odpowiedziała zadowolona. Myślałem, że będzie wściekła.
- Może przejdziemy się do kawiarenki za rogiem.?
- Ok - odpowiedziała.
Teraz nie mogłem wyczytać z niej żadnych emocji. W kawiarni zamówiliśmy drinki.


- Melanie przepraszam. Za wszystko. Za to, że zachowałem się jak dupek, że wtedy tak na ciebie naskoczyłem. I proszę. Jedź do Londynu.
Milczała. Dość długo. W końcu wynuchnęła śmiechem.
- David, to ja powinnam cię tu przepraszać i to na kolanach.
- Bosz Mel daj spokój.
Byłem w szoku.
- Czyli zgoda ? - zapytałem.
- No baa. Chodź tu. - przytuliłem ją.
Lubię ja tulić. Byłem szczęśliwy, że tak szybko się pogodziliśmy.
Wróciliśmy do domu we wspaniałuch humorach.
Odprowadziłem ją i poszłem do siebie. Zasnąłem bez problemu.


------------------------------------------------------------------------------------------------------

1 rozdział. Nareszcie ;D
Myślałam, że nie dam rady zrobić tego tak szybko, ale się udało.
Jestem z sb zadowolona. ;]
Mam nadzieję, że się wam spodoba ;>
Jeśli czytacie tego bloga, zostawiajcie po sobie jakiś ślad. Dla mnie to ważne ;p
I jeśli coś wam się nie podoba to piszcie to w komentarzach lub na mój e-mail :
madzia32@onet.com.pl
Nigdy nie pogardzę krytyką ;d

PS Jeśli pojawią się jakieś błędy to bardzo przepraszam. >.<

A teraz piosenka, która towarzyszyła mi przy tworzeniu 1 rozdziału :



sobota, 7 lipca 2012

TT

Siemka...!
To taka nietypowa notka. ;/
W związku z moim durnym internetem nie dodam 1 rozdziału tak szybko jak planowałam.
Bardzo Was przepraszam.
Wiem, wiem, tyle obiecywałam, a nie potrafię dotrzymać słowa.
PRZEPRASZAM.
Postaram się dodać rozdział jak najszybciej się da. ;D
Paaa ;D