Obudziły mnie krzyki z dołu. Zeszłam wesoła. Wszyscy siedzieli w salonie.
- Heyo - przywitałam się.
- Siema - odpowiedzieli chórem.
- Już po śniadaniu.? - zapytałam.
- Nie - odpowiedział Justin - Czekamy na Ciebie.
- O jak słodko. To co jemy.?
- To co zrobisz - odpowiedziała niepewnie Meg.
- Słucham.?!
- Przepraszamy. - powiedziała Amy. - No, ale ty robisz takie dobre naleśniki. Myje uwielbiamy.
- Dobra. Pierwszy i ostatni raz.
Poszłam do kuchni. Przygotowałam składniki i wzięłam się do roboty. Zrobiłam ich 15. Odwróciłam się do wyjścia z kuchni, żeby ich zawołać, ale stali w drzwiach.
- No ładnie. - uśmiechnęłam się - Macie po 2. Nie więcej. Tylko ja mam prawo do trzech.
- No, alee...ja też chhh - zaczął Patrick, ale skarciłam go wzrokiem.
- Dziękujemy - powiedziała Jull. Wszyscy ustawili się w kolejce i dawali mi buziaczki w policzek. Czułam się jak gwiazda filmowa.
Kiedy skończyłam, podeszłam do Patricka i szepnęłam mu do ucha "zemstę czas zacząć"
Odpowiedział mi pytającym spojrzeniem. Zaśmiałam się i wyszłam z kuchni. Poszłam do pokoju.
Postanowiłam się rozpakować. Zajęło mi to godzinę. Myślałam, że będzie gorzej.
Potem poszłam się odświeżyć. Łazienka jest śliczna. I co najlepsze jest tylko i wyłącznie dla mnie.
Ubrałam się, uczesałam w koka i nałożyłam lekki makijaż. Postanowiłam odwiedzić wszystkie pokoje. Najpierw poszłam do Amy. Zapukałam.
- Proszę - usłyszałam cichutki głosik. Weszłam, a w środku przeżyłam szok. Wszędzie ciuchy. Z tego co wiem miała 2 walizki, ale nie wiedziałam, że zmieściło jej się tam aż tak dużo rzeczy.
- Boże dziewczyno, co tu się dzieje.? - zapytałam.
- Jak to co.? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Rozpakowuje się. Zaczęłam się śmiać. W drzwiach stanęły Jull z Meg.
- Z czego się tak śmiejecie.? - zapytała zaczrypniętym głosem Meg.
- Amy się rozpakowuje - odpowiedziałam za nią.
- To są jej ubrania.?
- Owszem. Wszystko co tu jest należy do Amy.
- Dobra koniec gadania.! - wydarł się nasz ciasteczkowy potwór. - Lepiej pomóżcie mi sprzątać.
- A co w zamian.? - zapytałyśmy chórem i wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Hmmm... zrobię wam kolację.
- Okey.
Wzięłyśmy się do pracy. Zajęło nam to 3 godziny. Ogólnie to gadałyśmy i śmiałyśmy się, a nie pracowałyśmy.
- A tak wogle to gdzie wcięło chłopaków.? - zapytałam.
- Hmmm...nie wiem. - odpowiedziała Jull.
- Pójdę zobaczyć co się z nimi dzieje. - powiedziałam.
Zeszłam na doł. W kuchni ich nie było więc poszłam do salonu. Cała trójka siedziała jak małe dzieci przed telewizorkiem i oglądali SpongeBoba. Dołączyłam do oglądania mojej ulubionej bajki, ale najpierw zawołałam dziewczyny. Był maraton. 5 odcinków. 3 godziny. Jak się ocknęłam była 18. Postanowiłam, że pójdę pobiegać. Przebrałam się w dres i wyszłam. Park był niedaleko. Włączyłam muzykę i włorzyłam słuchawki do uszu. Zrobiło się ciemno.
W końcu musiało się coś stać. Wpadłam na jekiegoś chłopaka.
- Ojej. Przepraszam. Zamyśliłam się. - powiedziałam poddnenerwowana.
- Spoko. Nie przejmuj się. Nic Ci się nie stało.
- Nie,nic. - Chłopak był w kapturze, a poza tym zrobiło się ciemno i nie widziałam jego twarzy.
- To dobrze. A tak wogle to jestem Niall.
- Melanie. - Przedstawiłam się. - Ja lecę. - powiedziałam.
- Ok. Pa.
- Pa - odpowiedziałam.
Jeszcze trochę pobiegałam. Kiedy wróciłam do domu była 22. O dziwo wszyscy byli już w swoich pokojach. Znaczy, tak myślałam do puki nie weszłam na górę. Od razu usłyszałam śmiechy z pokoju Davida. Weszłam i zobaczyłam jak wszyscy grają w butelkę na odwagę.
- Heyo. Mogę się dołączyć. - zapytałam.
- No baa.
Zabawa była super. Zadania jeszcze lepsze. A atmosfera najlepsza. Około północy Amy i Justin poszli do sklepu po trunki.
Wypiłam kilka drinków i około 2 piw. O 2 zrobiłam się senna i poszłam do swojego pokoju. Żuciłam się na łóżko i po chwili zasnęłam.
Następnego dnia
Obudziłam się z wielkim kacem. Zpojrzałam na zegarek. 12.!
Boże, jak ja mogłam tak długo spać.
Zeszłam na dół. W kuchni siedziała Amy.
- Hey - przywitała się.
- Siemka - odpowiedziałam z uśmiechem pomimo bólu głowy. - To jak, co na śniadanie.? - zapytałam.
- Kanapki. I jak chcesz to przygotowałam kawę.
- Za kanapki podziękuję, ale kawę z wielką przyjemnością.
Wypiłam kawę. Mniam. Pogrzebałam trochę w szafkach i stwierdziłam, że nie mamy nic do picia, a jak znam życie, każdy ma kaca. Poszłam do pokoju przebrałam się i postanowiłam iść na zakupy. Zapukałam do Jull, ale ona spała. Meg też, Justin to samo, David także. Ostatni pokój należał do nikogo innego jak Patricka. On też spał, ale stwierdziłam, że go obudzę.
Zaczęłam go szturchać, krzyczeć do ucha, ale spał jak zabity. Weszłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać, ale on tylko coś mruknął. Postanowiłam, że urzyję mojej starej sztuczki. Wzięłam kubek i nalałam zimnej wody. Podeszłam do niego, spał tak słodko, ale niestety. Wylałam wodę. Zerwał się z łóżka.
- Hey - przywitałam się wesoło.
- Siema. Co ty robisz.?! - zapytał wkurzony.
- Jak to co.? Budzę cię.
- Aha. Fajne masz metody.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
- Nie mogłaś obudzić mnie normalnie. Jak zwykli ludzie.
- Nie. Próbowałam. Szturchałam cię, krzyczała, skakałam po łóżku. Nic. A tak wogle to część zemsty. - uśmiechnęłam się złowrogo.
- Jakiej ze... o Boże. Ty nie żartowałaś. - powiedział wystraszony.
- Ja nigdy nie żartuję. - odpowiedziałam. - A teraz ubieraj się i schodź na dół. Idziesz ze mną na zakupy. - Rozkazałam mu.
- Ok. Zaraz zejdę.
Wyszłam z pokoju. Poszłam do siebie. Wzięłam torebkę i pieniądze. Miałam mało więc postanowiłam iść do Davida i pożyczyż. Nadal spał więc wyciągnełam trochę z kieszeni bluzy. Zeszłam na dół.
Usiadłam na kanapie w salonie i włączyła telewizję. Był SpongeBobe. Jej. Po chwili zszedł Patrick.
- Możemy iść.
Sklep był około 500 metrów od domu. Każdy wziął swój wózek i jeździliśmy na nich po całym sklepie.
Po godzine wróciliśmy do domy z trzem atorbami napoi i dwiema jedzenia.
Weszliśmy do domu śmiejąc się jak dauny.
- Co wy tacy weseli.? - zapytał Justin.
- Byliśmy w supermarkecie. To chyba tłumczy wszystko. - odpowiedziałam przez śmiech.
Poszliśmy do kuchni. Rozpakowaliśmy zakupy. Oczywiście znów padło na mnie. Zrobiłam swoje popisowe naleśniki. Tylko tym razem z czekoladą.
- Obiaad - wydarłam się na cały dom. Wszyscy wpadli do kuchni głodni.
- Czy ja widzę to co widzę, czy tylko mi się wydaje, że to widzę.?
- Użyłeś w jednym zdaniu trzy razy słowo 'widzę'. Ale mniejsza z tym. Tak. To jest to co widzisz. Naleśniki z czekoladą.
- Dziewczyno. Ja cię kocham. - zaczął mnie przytulać, ściskać, podnosić mnie. Trwało to z 10 minut.
- Ok.? - odpowiedziałam przez śmiech.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Uff...
Nareszcie dodałam trzeci. ;D
Jestem średnio zadowolona. ;/
No, ale przynajmniej miałam trochę czasu, żeby go napisać. ;p
Trochę, krótszy niż chciałam. ;d Ale trudno ;)
Postaram się dodać cz. 2 jak najszybciej. ;d
Dziękuję za te 270 wejść.
Jestem dumna :D
PS Jeśli pojawią się jakieś błędy to bardzo przepraszam ;>
I tak jakoś. The Wanted ;D
Ubóstwiam <3

