piątek, 31 sierpnia 2012

Siemkaa ^^

Dzisiaj Miedzynarodowy Dzień Blogowicza  ;D
Nareszcie  się doczekałam >.< 

Zgodnie z tradycję, polecam Wam  5 blogów, które czytam i wprost uwielbiam. ♥ 

Pierwszy jest mojej przyjaciółki Oli B. ;P  Pisałam już o tym blogu w (chyba ) poprzedniej notce ;*

Drugi należy do mojej przyjaciółki Oli K. ;* Nie polecałam tego bloga, ale jest cudnyy *_* 

Trzeci pisze moja kolejna przyjaciółka Marta ; ] Ubóstwiam  ^^ 

Czwarty pisze osoba, o ksywce Ninja :D  To dopiero początek, ale i tak go uwielbiam >.< 

Piąty należy do mojej przyjaciółki Juli  ;* love it  :D 

No, to wszystko na dziś. Pozdrawiam wszystkich blogowiczów  =) 

Obiecuję, że pospieszę się z następnym rozdziałem  ^^ 
Paa  ;*


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

'...nie krzycz na mnie...'


* Następnego dnia * 

Nie pamiętam, kiedy poszłam spać. Ale wiem jedno: było to na pewno po północy.
W domu panuje dziwny spokój. Aż dziwnie.
Założyłam szlafrok  i wyszłam na korytarz. Zajrzałam do wszystkich pokoi. Wszyscy byli w swoich pokojach oprócz Melanie.
Pewnie śpi na kanapie w salonie, bo nie chciało jej się iść na górę, pomyślałam, ale kiedy zeszłam na dół zrozumiałam, że to był błąd. Okazało się, że chłopaki zostali u nas na noc.
Zayn spał przy drzwiach wejściowych, Harry pod stołem, Louis na blacie w kuchni, Liam na stoliku w salonie, Niall na kanapie, a Melanie na nim.
Podeszłam do niej i zaczęłam ją budzić.
- Lou, daj spokój. Nie ma więcej marchewek. - wydukała.
Roześmiałam się.
- Melanie. Ogarnij się. Złaź  Nialla. - powiedziałam.
- Co.?! - zapytała i zanim zdążyłam odpowiedzieć sturlała się z chłopaka na podłogę.
- Siemka - przywitałam się.
- Hey - odpowiedziała - dzięki, że mnie obudziłaś, zanim Niall się ocknął.
- Spoko. Nie ma problemu - odpowiedziałam. - Idę zbudzić resztę. A ty zrób śniadanko.
- Ok. - odpowiedziała i poszła do kuchni. Na twarzy nadal miała minę typu 'wtf.?!'
Poszłam za nią do kuchni. Wzięłam kubek i nalałam do niego zimnej wody. Wróćiłam do salonu i polałam każdego po kolei. W trakcie mojej zabawy Mel zapytała czy może się zająć Louisem.
- Jasne - odpowiedziałam.
Chłopcy poderwali się zdziwieni. Uśmiechnęłam się do nich i poszłam odnieść kubek.
Do kuchni wszedł Zayn.
- Ekhem. Mam pytanko... Co ty przed chwilą zrobiłaś.? - zapytał.
- Jak to co.? Obudziłam cię. - odpowiedziałam mu z triumfem na twarzy.
- A czy nie mogłaś mnie normalnie obudzić.?
 Pokręciłam przecząco głową.
- U nas stosuje się nowoczesne metody - odpowiedziałam. -
- Doprawdy.? - zapytał. Podszedł do Melanie i zapytał ją o coś, ale nie słyszałam. Ona tylko pokiwała twierdząco głową. Potem podszedł do mnie i wziął mnie na plecy.
 - Co ty robisz.? - wrzeszczałam. Nie odpowiadał.  Wybiegł ze mną do ogrodu i stanął przy basenie. Po dwóch sekundach wrzucił mnie do niego.
Wyszłam przemoczona do suchej nitki.
- Zabiję Cię. - powiedziałam. - Będę Cię mordować długi i boleśnie. - dodałam. Zaczęłam go gonić. Dogoniłam go już w wejściu do domu. Naskoczyłam na niego i jak gdyby nigdy nic usiadłam na jego brzuchu.
- Proszę. Nie zabijaj mnie. Zrobię wszystko dla Ciebie.
- Hmm...- zaczęłam się zastanawiać, co mógłby dla mnie zrobić. Jak na razie nic nie przyszło mi na myśl. - Ok. Odpuszczę Ci. Na razie.
- Dobrze. Dziękuję.
Wstałam z niego.  Poszłam do swojego pokoju, żeby przebrać się w coś suchego. Stwierdziłam, że założe strój kąpielowy i pójdę się poopalać.
Ruszyłam w stronę łazienki, aby się przebrać, ale ktoś zapukał do drzwi.
- Mogę wejść.? - usłyszałam głos Zayna.
- Ta, jasne. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Jeszcze raz przepraszam.
- W normalnej sytuacji bym nie przebaczyła, ale twój uśmiech działa jak narkotyk. - odpowiedziałam. Poczyłam, że się zarumieniłam. Zrobiło mi się głupio. Zayn podoba mi sie odkąd go zobaczyłam, czyli od wczoraj. On się tylko uśmiechnał. Jprdl. Zachowałam się jak idiotka. Co ja sobie w ogóle myśle. - Przepraszam - wydukałam - ja, pójdę się przebrać.
- Ok. Poczekam.
Weszłam do łazienki. Starałam sie przebrać jak najwolniej, żeby mu się znudziło i poszedł sobie. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Jestem idiotką. Nic dodać, nic ująć. Po 15 minutach wyszłam z nadzieją, że go nie zastanę w pokoju. Mysiłam sie. Jak zwykle.
Uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego na łóżku.
- Więc, o czym chciałeś porozmawiać.? - zapytałam.
- O tym, co powiedziałaś. - odpowiedział niepewnie.
- Przepraszam - powiedziałam - tak mi się jakoś wymsknęło - sięgnęłam po butelkę wody, która stała na podłodze. Zaczełam pić.
- Podobasz mi się - powiedział Zayn. Zaksztusiłam się wodą i pół butelki wylałam na siebie i Zayna. Zaczął mnie pukać po plecach. - Wszystko ok.? - zapytał.
- Tak. Dzięki.
- Przepraszam. Może trochę się pospieszyłem.  Ale niestety, mam tak, że jak coś poczuję to muszę to wyrzucić z siebie, bo inaczej głowa mi pęka. - zaczął się tłumaczyć. Niepotrzebnie.
- Nie tłumacz się. - przerwałam. - Ty też mi sie podobasz. Zaniemówił.
- Serio.? - zapytał.
- Eheś. I przepraszam.
- Za co.?
- Spójrz na siebie. - powiedziałam. - Jesteś cały mokry.
- Jesteśmy kwita. - powiedział.
- Fakt. - odpowiedziałam.
- Idę do domu się przebrać. - powiedział.
- Ok. Ja też się przebiorę. - wstałam i zaczęłam wyciągać ubrania z szafy.
- Wpadnij do mnie jak będziesz gotowa.- zaczął chichotać.
- Jasne. Yyy... z czego się śmiejesz.? - zapytałam.
- Ja.?! Ja się wcale nie śmieje. - odpowiedział.
- Taa. Jasne.
Kiedy Zayn wyszedł spojrzałam w lusterko i przeżyłam szok. Nie przewidziałam tego, że makijaż mi się rozmarze. Wyglądałam jak Zombie.
Podeszłam do szafki i wyciągnęłam zestaw do demakijażu i wzięłam się do roboty.
Po kilku minutach byłam gotowa.
Zeszłam na dół. Przywitały mnie zdziwione miny.
- Gdzie idziesz - zapytał David.
- Do Zayna.
- Uuuuuu - powiedział Justin.
- Stul twarz.
- Dobra, dobra. Ja nic nie mówię.
- Ehe. Idę i nie wiem kiedy wrócę, ale wiem jedno, że wrócę przed północą.
- Ok.



# Z perspektywy Melanie #


- Buahahaha. Szykuję nam się nowa para. - powiedziałam po wyjściu Megan.
- Z pewnością. - odpowiedziała Amy.
- A tak w ogóle to gdzie jest Patrick.? - zapytałam.
Nikt nie odpowiadał.
- Zadałam pytanie.
- Dobra...powiemy Ci. Ale obiecaj. - w tej chwili zadzwonił mój telefon.
- Patrick - wyjaśniłam pozostałym.
- Odbierz, odbierz.! Szybko.!
- Dobra, dobra. Już. Spokojnie. Nie gorączkujcie się.


Rozmowa : 

P. - Hey misiek. 
M. - No siemka. Co tam.? 
P. - A nic, nic. Mam prośbę. Bądź gotowa za godzinkę. 
M. - Co.? Ale po co.? 
P. - Niespodzianka. 
M. - Powiedz. Dobrze wierz, że nie lubie niespodzianek. 
P. - Nie mogę. Przyjadę po Ciebie za godzinę. Nie spóźnij się.!  Pa. 
M. - Patrick...ale o co ci... - i piiiiiiiip.        
                               KONIEC


- I co.? Wiesz coś.? - zapytała Jull.
- Taa. Jasne - odpowiedziałam z sarkazmem - Tyle, że mam być gotowa za godzinę.
- No to idź się szykuj kobieto.!  - krzyknął David.
- Dobra, dobra.
Poszłam na górę. Wyglądałam jak Zombie. Pobiegłam pod prysznic. Wykąpałam się i zaczęłam wyciągać ubrania z garderoby. Założyłam '''''to''''' i lekko pomalowałam usta błyszczykiem.
Miałam jeszcze dziesięć minut, więc zeszłam na dół i usiadłam na kanapie pomiędzy Davida, a Justina.
- Ho ho. Ktoś tu ładnie wygląda. - mówiąć to, spojrzał na mnie.
- No chyba ty.! - powiedziałam.
- No oczywiście, że ja. - odpowiedział.
- Jak zwykle, skromny. - odgryzłam się.
- Rodzinne - odpowiedział i usłyszałam dzwonek sms-a. Wyciągnęłam komórkę.


             " Wyjdź przed dom.!  ;* ¦   Patrick. xxx " 


Wstałam z kanapy i ruszyłam przed dom.
- Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - krzyknęłam przez ramie.
- Ok. - odpowiedzieli chórem i wybuchnęli śmiechem.
- Stulić twarze. - powiedziałam.
Pod domem stał jeden podwójny rower. Stanęłam jak wryta. Po chwili z drzewa zeskoczył Patrick i dał mi soczystego całuska.
- What.?!  - zapytałam zdziwiona.
- To jest rower - odpowiedział.
- Tyle to ja wiem. Ale po co Ci on.?
- Jedziemy na wycieczkę.
- Na tym czymś.?
- No jo.
- Ok. - uśmiechnęłam się słodko i zajęłam miejsce z przodu.
- Eyy, ja chciałem tam usiąść.
- Dobrze powiedziane, chiałeś.
Zrobił smutną minkę i zajął miejsce z tyłu.
- Przepraszam. - powiedziałam. Nie odzywał się. Odwróciłam się i dałam mu buziaka w policzek. Nadal nic nie mówił.
Prychnęłam.
Pocałowałam go w usta.
Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się.
- Wprawdzie, nie gniewałem się, no ale...trudno. - uśmiechnął się jak cwaniak.
- No wiesz. Teraz to ja się obrażę. - powiedziałam i odwróciłam się. Ruszyłam w drogę. Po 50 cm zaczęło mi się jechać jakoż lekko. Obejrzałam się za siebie. Patricka nie było na podłodze, ale za to leżał na ziemi, zwijając się z bulu.
- Ałł. - zaczął się drzeć na całe osiedle.
- Ćsiii - wybuchnęłam śmiechem.
- Zrzuciłaś mnie z roweu, a teraz się śmiejesz.! - powiedział, a właściwie wyjęczał.
- Bywa - odpowiedziałam obojętnym tonem.
Podeszłam do niego i zaczęłam go podnosić. Nie udawało mi się, więc złapałam jego nogi i zaczęłam go ciągnąć do domu
Stanełam przed drzwiami, kopnęłam je i zaczęłam ciągnąć go dalej.
Nie wiem jakim cudem, ale doczołgałam się z nim do salonu.
- Nic innego nie mogłaś wymyślić.?!- zapytał z oburzeniem.
- Nie krzycz na mnie.! I tak, niczego innego nie wymyśliłam.! - krzyknęłam.
- Nie chcę się wtrącać, ale nie mogłaś przyjść po nas, żebyśmy go tu wnieśli. - zapytała Amy.
- Nie pomyślałam. - powiedziałam. - A tak w ogóle to co Cię boli.? - zwróciłam się do Patricka.
- Noga. I to bardzo.
- Możesz nią ruszać.? - zapytałam i uklęknęłam koło niego.
- Właśnie problem w tym, że nie.
- O niee.
- Justin - uśmiechnęłam się słodziutko i zaczęłam mrugać rzęsami.
- Jasne. Podwiozę was na pogotowie. - skarciłam go wzrokiem. - Ups.
- Że co.?!  Nie jedziemy do żadnego szpitala. Zobaczcie, nic mi nie jest. - zaczął zginać nogę. Coś strzyknęło.
- O Boże. - powiedziała Amy. - Mam w dupie co myślisz. Jedziemy na pogotowie.
- Ale...
- Nie masz tu nic do gadania - wtrąciłam się.
Podróż zajęła troche czasu, bo nie mieliśmy pojęcia gdzie znajduje się jakiekolwiek pogotowie. Po 40 minutach Jull zauważyła szpital.




----------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam  c;
Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału, ale przekroczyłam limit internetu  ;c
Brawo dla mnie.  ;p
Jestem zadowolona z tego rozdziału. Myślę, że Wam też się spodoba  ;d
W roku szkolnym, będę dodawała więcej rozdziałów, bo jak znam życie będę pisać je na lekcjach :D
Jak zwykle. ;]



A to muzyka dla Was :









środa, 8 sierpnia 2012

Heyoo ♥



Mam Wam dziś do przekazania kilka ważnych wiadomości.  ;p

Dziękuję za odwiedzanie mojego bloga. ;]   Nigdy bym nie pomyślała, że będę mieć, aż 390 wejść. 
Bardzo dziękuję ♥ 

Przepraszam, że tak długo nie dodaję rozdziału. Są ku temu 2 powody. 
Pierwszy jest taki, że są wakacje. Spotykam się z przyjaciółkami i nie mam za dużo czasu, żeby napisać rozdział. 
Drugi powód jest taki, że przez kilka dni nie mogłam dostać się do swojego konta, mimo iż wpisywałam prawidłowe hasło. Nie wiem co się stało, ale teraz hasło jest zmienione i wszystko jest ok. 

Kolejny rozdział jest już zaczęty, lecz nie mam pomysłu na skończenie go. Jeśli macie jakieś pomysły chętnie wysłucham. ;D 
Piszcie na ten adres e-mail : madzia32@onet.com.pl 

I mam jeszcze jedną sprawę. Bardzo ważną. 
Zapraszam fanów serialu " Pamiętniki Wampirów " na bloga mojej kumpeli " The Vampire Diaries " http://makeitshineforever15.blogspot.com/

Jest to kontynuacja tego, jakże zacnego, serialu. ;D 

Dziękuję za uwagę i obiecuję, że dodam kolejny rozdział jak najszybciej.  ♥ 




A to taki fajny widoczek na poprawienie humoru   ;*  





I muzyczka, żeby Was nie zanudzić  ^^ 






środa, 1 sierpnia 2012

'...ja cię kocham...' cz. 2


- Dziewczyno. Ja cię kocham. - zaczął mnie przytulać, ściskać, podnosić mnie. Trwało to z 10 minut.
- Ok.? - odpowiedziałam przez śmiech.
- Fiu, fiu. Szykuję się nowa para.
- Oj Amy, Amy. Grabisz sobie.
- A mi by się to całkiem podobało. - wtrącił się Patrick. Zbił mnie z tropu.?
- Serio.? - zapytałam.
- No baa. - odpowidział.
- To chodź na spacer. - zaproponowałam.
- Ok. - odpowiedział z entuzjazmem.
Widać, że był zadowolnony. Muszę przyznać, że Patrick jest ładny. Od przyjzdu do Londynu dobrze się znim zapoznałam i polubiłam go. Przeszliśmy się do parku.
Przyznam, że od przyjazdu byłam tylko raz poza domem.
- No więc... - zaczęłam. - to co mówiłaś w kuchni to prawda.? No wiesz...to, ze nie miałbyś nic przeciwko, gdybyśmy byli parą.
Uff. W końcu to z siebie wydusiłam.
- Taakk - odpowiedział niepewnie. - Wieszz... chiałam ci powiedzieć już od dłuższego czasu, ale nie miałem odwagi.
- Rozumiem.
- Ale to i tak nie ma sensu. Ty i tak nic do mnie nie czujesz. - powiedział zrezygnowany.
- Skąd wiesz.? - zapytałam i usiedliśmy na ławce.
- Nie wierze. Nie rób sobie ze mnie żartów. - zaczął przynudzać. - I tak wiem, żee...- przerwałam mu pocałunkiem.
- Teraz mi wierzysz.?  - zapytałam.
- Teraz tak. - odpowiedział i odwzajemnił pocałunek. To było wspaniałe.
- Chodź do domu. Zimno się zrobiło.
- Ok. Czyli oficjalnie jesteśmy parą.? - zapytał.
- No baa. Oczywiście.
Kiedy byliśmy koło domu słyszeliśmy krzyki. Zaraz po tym jak weszliśmy do domu byłam w szoku. David, Amy, Meg, Jull i Jus ganiali się po całym domu.
Wiedziałam, że muszę wkroczyć do akcjii.
 Nie mogłam liczyć na Patricka, bo dołączył do dzikusów.
- Ciiiiiiiszaaaa.! - wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam.
- Ejjj, złotko, przerwałaś nam zabawę.
- Ohh. Doprawdy.? Pozwolisz, że przypomnę Ci, że moje zemsta nie dobiegła końca.
- Dobra, będę grzeczny.
Zaczęłam sprzątać bałagan. Oczywiście reszta uciekła, żeby nie pracować. Pfff. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Kiedy otworzyłam, przed drzwiami stało pięciu chłopców. Pięciu ładnych chłopców.
- Hey - przywitali się.
- Yyy...siemka - odpowiedziałam.
- Przyszliśmy się przywitać z nowymi sąsiadami. - odpowiedział koleś z loczkami.
- Jasne. Ok. Zapraszam do środka. Jestem Melanie. - powiedziałam.
- Ładne imię. Ja jestem Harry, to Zayn, Louis, Liam i Niall.
- Niall.? - zapytałam.
- My się znamy. Tak jakby.
- Serio.?
- Nom. To na mnie wpadłaś wtedy wieczorem w parku.
- Okey. Zawołam resztę. Zaraz wracam. Pobiegłam na górę. Wszyscy siedzieli w moim pokoju.
- Co wy tu kur*a robicie.? - zapytałam wściekła.
- Yyyy... siedzimy sobie. - odpowiedziała Amy.
- W moim pokoju.?
- Tak jakby - odpowiedział mój chłopak.
- Dobra. Nieważne. Później mi się z tego wytłumaczycie. A teraz na dół. Mamy gości.
- Gości.?
- Eheś. Ruszać tyłki. - wydarłam się.
Zeszliśmy na dół. Wtedy doznałam ponownego szoku.
Louis i Harry kłócili się, o to, kto ma ładniejsze skarpetki. Niall jadł chipsy, które zostawiłam na stoliku. Liam próbował ich ogarnąć, ale mu się to nie udawało. A Zayn stał na środku i przyglądał się Louisowi i Harremu. Śmiał się jakby coś ćpał przed przyjściem. Dołączyliśmy do Zayna i zaczęliśmy się śmiać. W końcu wkroczyłam do akcji.
Podeszłam do Liama.
- Mam ich opanować.? - zapytałam.
- Taak. Proszę Cię nad życie.
- Okey. - odchrząknęłam - Ciiszaaa.
Zrobiło się cichutko, jak makiem zasiał.
- Jesteś geniuszem. - szepnął mi do ucha Liam.
- Eyy... mogła byś krzyczeć ciszej.? - zapytał Louis.
- Nie. A tak wogle to się poznajcie.
Przedstawiłam ich sobie. To było bardzo dużo gadania.
- Eyy... Melanie, mam pytanko. - powiedział Lou.
- Wal śmiało - odpowiedziałem.
- Czy ty...no, wiesz... czy macie marchewki.? - zapytał.
- Marchewki.? - wyszczerzyłam się.
- Noo. Tak. Lou uwielbia marchewki, a w sklepie się skończyły. W domu też. Więc przyszliśmy się przywitać i przy okazji pożyczyć marchewki. - wytłumaczył Zayn. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Spoko. Pójdę sprawdzić. - poszłam niepewnie do kuchni, przyglądając się Louisowi jak jakiś detektyw.
Zajrzałam do wszystkich szafek. W ostatniej znalazła cztery marchewki. Wzięłam wszystkie.
Wróciłam do pokoju i wręczyłam mu dwie marchewki. Sięgnał po pozostałe.
- A a a.
- Dlaczego nie dałaś mi wszytskich.?
- Ponieważ uwielbiam marchewki i nie oddam ci ich.
- Serio.?
- Eheś.
Zaczęłam jeść. Myślałam, że Lou zje normalnie. Jak człowiek, ale on zaczął je przytulać i gadać do nich. Podeszłam do Zayna.
- On tak zawsze.? - zapytałam.
- No. Mniej więcej. - odpowiedział.
- Wow. Mam słabość do marchewek, ale bez przesady.
- No widzisz. Ty masz słabość, a on miłość.
Wybuchnęliśmy smiechem. W tej chwili podszedł do nas Niall.
- Eyy...macie coś do jedzenia, bo mi się chipsy skończyły a głodny jestem. - zapytał słodziutkim głosikiem i zrobił minę smutnego szczeniaczka.
- Ta mina na mnie nie działa, aczkolwiek dam ci coś do jedzenia.
Poszłam do kuchni , a Niall za mną. Po chwili do kuchni wszedł Patrick.
- Słonko, tubylcy domagają się jedzenia. - oznajmił.
- Wszyscy.? - zapytałam.
- No.
- Mam pomysł ja pójdę z Niallem do sklepu po jakieś przekąski, a wy zamócie pizze.
- Ok.
- Dobra to idziemy. Tylko proszę, nie żartujcie sobie z dostawcy.
- Dobrze - odpowiedział zrezygnowany.


# Z perspektywy Megan #


Siedzieliśmy wszyscy na kanapie. Louis zjadł marchewki, więc nie mieliśmy tematu do śmiechu. Cały czas przyglądałam się Liamowi. Wydawał mi się znajomy, ale nie wiedziałam skąd.  
- Eyy...Payne. Rzuć mi piłkę. - krzyknął Zayn. Wprawdzie nie wiedziałam do kogo. Dopiero po chwili Liam mu ja podał. Liam Payne. To samo nazwisko. 
To mój kuzyn. 
Podeszłam do niego. 
- Ty jesteś Liam Payne.? 
- No. A co.?
- Ja jestem Megan Payne.
- Serio.? - wszyscy zapytali chórem. 
- Pamiętasz mnie.? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. 
- Coś mi świta. - Zrobił zamyśloną minę. - Ty jesteś moją kuzynką. - wykrzyczał. 
- Tak. Miło, że pamiętasz. 
- Jak mógłbym zapomnieć. Ooo. To były piękne lata. Pamiętasz jak bawiliśmy się klockami LEGO.?
- No baa. Nigdy tego nie zapomnę. A pamiętasz jak połknąłeś ten malutki telewizorek z zestawu.? - zapytałam. 
- Taa. To nie należało do najprzyjemniejszych chwil. 
- No. 
- A potem wyszedł tyłem. 
- Brrr - wszyscy się wzdrygnęli. 
W tej chwili Patrick wszedł do salonu. 
- Gdzie zgubiłeś Mel.? - zapytał David. 
- Poszła do sklepu z Niallem. - odpowiedział. 
- O nie. Tylko nie to. - powiedział Harry. 
- Dlaczego.? - zapytałam. 
- Nialla nigdy nie bierze się do sklepu. Jak znam życie zaraz wpadną z dziesięcioma torbami. Niall zje wszystko więc często wykupujemy pół osiedlowego sklepiku. 
- Taa. To pewnie dlatego rano nie było bułek. - powiedział Patrick. 
- O tak. 3 dni temu wziąłem Nialla do sklepu. - powiedział Harry - Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu. - Wybuchnęliśmy śmiechem. 
- No cóż. Teraz pozostaje nam się tylko modlić. - powiedział
- Ta. Podejrzewam, że tych toreb trochę będzie, ponieważ Mel też lubi sporo zjeść - powiedział David. 
- Hahaha.  To będziemy mieli duuużo żarcia.  
- Zaraz będzie pizza. - powiedział Patrick. - Tylko obiecałem Mel, że nie będziemy robić żartów z dostawcy. 
- Okay. 
Pogadaliśmy parę minut, aż ktoś zadzwonił do drzwi. David poszedł otworzyć. Spodziewaliśmy się dostawcy, ale w drzwiach stała Mel z Niallem. 
- Wiesz, że drzwi się zatrzaskują.? - powiedziała zdziwiona i uśmiechnięta Melanie. 
- Amerykę odkryłaś. - powiedział David. 
- Moja mama specjalnie takie zamówiła, bo wiedziała, że jesteśmy roztargnieni i kiedyś zapomnimy zamknąć i nas okradną. - krzyknęła Amy. 
- Twoja mama jest medium. - odpowiedziałam. 
Melanie z Niallem poszli do kuchni rozpakować zakupy. W tym czasie dostarczyli nam pizze. 
Wszyscy usiedliśmy na podłodze. Melanie włączyła film "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" 
Zajeb**ty film. Nigdy nie oglądałam lepszego.  Jego reżyser jest geniuszem. 
A jeden z głównych bohaterów, niejaki Peter jest bardzo przystojny. 
Obejrzeliśmy film i zjedliśmy pizze.
Kiedy skończyliśmy była 23.00. Chłopcy chcieli już iść, żeby nam nie przeszkadzać, ale namówiliśmy ich, żeby jeszcze trochę pogadali i poznali się lepiej.  





-----------------------------------------------------------------------------------------------


No i jest część 2. 
Jestem z siebie dumna. :D
Postaram się dodać następny jak najszybciej. ;p
Przyznam, że ten rozdział był już gotowy od 2 dni, ale nie chciałam go tak wcześnie wstawiać. ;] 
Dziękuję za 335 wejść. ;* 
Jestem z Was dumna ♥ 


PS Jeśli pojawią się błędy to przepraszam ^^ 


I teraz trochę muzyki, żeby Was nie zanudzić. >.< 












♥ ♥ ♥