środa, 1 sierpnia 2012

'...ja cię kocham...' cz. 2


- Dziewczyno. Ja cię kocham. - zaczął mnie przytulać, ściskać, podnosić mnie. Trwało to z 10 minut.
- Ok.? - odpowiedziałam przez śmiech.
- Fiu, fiu. Szykuję się nowa para.
- Oj Amy, Amy. Grabisz sobie.
- A mi by się to całkiem podobało. - wtrącił się Patrick. Zbił mnie z tropu.?
- Serio.? - zapytałam.
- No baa. - odpowidział.
- To chodź na spacer. - zaproponowałam.
- Ok. - odpowiedział z entuzjazmem.
Widać, że był zadowolnony. Muszę przyznać, że Patrick jest ładny. Od przyjzdu do Londynu dobrze się znim zapoznałam i polubiłam go. Przeszliśmy się do parku.
Przyznam, że od przyjazdu byłam tylko raz poza domem.
- No więc... - zaczęłam. - to co mówiłaś w kuchni to prawda.? No wiesz...to, ze nie miałbyś nic przeciwko, gdybyśmy byli parą.
Uff. W końcu to z siebie wydusiłam.
- Taakk - odpowiedział niepewnie. - Wieszz... chiałam ci powiedzieć już od dłuższego czasu, ale nie miałem odwagi.
- Rozumiem.
- Ale to i tak nie ma sensu. Ty i tak nic do mnie nie czujesz. - powiedział zrezygnowany.
- Skąd wiesz.? - zapytałam i usiedliśmy na ławce.
- Nie wierze. Nie rób sobie ze mnie żartów. - zaczął przynudzać. - I tak wiem, żee...- przerwałam mu pocałunkiem.
- Teraz mi wierzysz.?  - zapytałam.
- Teraz tak. - odpowiedział i odwzajemnił pocałunek. To było wspaniałe.
- Chodź do domu. Zimno się zrobiło.
- Ok. Czyli oficjalnie jesteśmy parą.? - zapytał.
- No baa. Oczywiście.
Kiedy byliśmy koło domu słyszeliśmy krzyki. Zaraz po tym jak weszliśmy do domu byłam w szoku. David, Amy, Meg, Jull i Jus ganiali się po całym domu.
Wiedziałam, że muszę wkroczyć do akcjii.
 Nie mogłam liczyć na Patricka, bo dołączył do dzikusów.
- Ciiiiiiiszaaaa.! - wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam.
- Ejjj, złotko, przerwałaś nam zabawę.
- Ohh. Doprawdy.? Pozwolisz, że przypomnę Ci, że moje zemsta nie dobiegła końca.
- Dobra, będę grzeczny.
Zaczęłam sprzątać bałagan. Oczywiście reszta uciekła, żeby nie pracować. Pfff. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Kiedy otworzyłam, przed drzwiami stało pięciu chłopców. Pięciu ładnych chłopców.
- Hey - przywitali się.
- Yyy...siemka - odpowiedziałam.
- Przyszliśmy się przywitać z nowymi sąsiadami. - odpowiedział koleś z loczkami.
- Jasne. Ok. Zapraszam do środka. Jestem Melanie. - powiedziałam.
- Ładne imię. Ja jestem Harry, to Zayn, Louis, Liam i Niall.
- Niall.? - zapytałam.
- My się znamy. Tak jakby.
- Serio.?
- Nom. To na mnie wpadłaś wtedy wieczorem w parku.
- Okey. Zawołam resztę. Zaraz wracam. Pobiegłam na górę. Wszyscy siedzieli w moim pokoju.
- Co wy tu kur*a robicie.? - zapytałam wściekła.
- Yyyy... siedzimy sobie. - odpowiedziała Amy.
- W moim pokoju.?
- Tak jakby - odpowiedział mój chłopak.
- Dobra. Nieważne. Później mi się z tego wytłumaczycie. A teraz na dół. Mamy gości.
- Gości.?
- Eheś. Ruszać tyłki. - wydarłam się.
Zeszliśmy na dół. Wtedy doznałam ponownego szoku.
Louis i Harry kłócili się, o to, kto ma ładniejsze skarpetki. Niall jadł chipsy, które zostawiłam na stoliku. Liam próbował ich ogarnąć, ale mu się to nie udawało. A Zayn stał na środku i przyglądał się Louisowi i Harremu. Śmiał się jakby coś ćpał przed przyjściem. Dołączyliśmy do Zayna i zaczęliśmy się śmiać. W końcu wkroczyłam do akcji.
Podeszłam do Liama.
- Mam ich opanować.? - zapytałam.
- Taak. Proszę Cię nad życie.
- Okey. - odchrząknęłam - Ciiszaaa.
Zrobiło się cichutko, jak makiem zasiał.
- Jesteś geniuszem. - szepnął mi do ucha Liam.
- Eyy... mogła byś krzyczeć ciszej.? - zapytał Louis.
- Nie. A tak wogle to się poznajcie.
Przedstawiłam ich sobie. To było bardzo dużo gadania.
- Eyy... Melanie, mam pytanko. - powiedział Lou.
- Wal śmiało - odpowiedziałem.
- Czy ty...no, wiesz... czy macie marchewki.? - zapytał.
- Marchewki.? - wyszczerzyłam się.
- Noo. Tak. Lou uwielbia marchewki, a w sklepie się skończyły. W domu też. Więc przyszliśmy się przywitać i przy okazji pożyczyć marchewki. - wytłumaczył Zayn. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Spoko. Pójdę sprawdzić. - poszłam niepewnie do kuchni, przyglądając się Louisowi jak jakiś detektyw.
Zajrzałam do wszystkich szafek. W ostatniej znalazła cztery marchewki. Wzięłam wszystkie.
Wróciłam do pokoju i wręczyłam mu dwie marchewki. Sięgnał po pozostałe.
- A a a.
- Dlaczego nie dałaś mi wszytskich.?
- Ponieważ uwielbiam marchewki i nie oddam ci ich.
- Serio.?
- Eheś.
Zaczęłam jeść. Myślałam, że Lou zje normalnie. Jak człowiek, ale on zaczął je przytulać i gadać do nich. Podeszłam do Zayna.
- On tak zawsze.? - zapytałam.
- No. Mniej więcej. - odpowiedział.
- Wow. Mam słabość do marchewek, ale bez przesady.
- No widzisz. Ty masz słabość, a on miłość.
Wybuchnęliśmy smiechem. W tej chwili podszedł do nas Niall.
- Eyy...macie coś do jedzenia, bo mi się chipsy skończyły a głodny jestem. - zapytał słodziutkim głosikiem i zrobił minę smutnego szczeniaczka.
- Ta mina na mnie nie działa, aczkolwiek dam ci coś do jedzenia.
Poszłam do kuchni , a Niall za mną. Po chwili do kuchni wszedł Patrick.
- Słonko, tubylcy domagają się jedzenia. - oznajmił.
- Wszyscy.? - zapytałam.
- No.
- Mam pomysł ja pójdę z Niallem do sklepu po jakieś przekąski, a wy zamócie pizze.
- Ok.
- Dobra to idziemy. Tylko proszę, nie żartujcie sobie z dostawcy.
- Dobrze - odpowiedział zrezygnowany.


# Z perspektywy Megan #


Siedzieliśmy wszyscy na kanapie. Louis zjadł marchewki, więc nie mieliśmy tematu do śmiechu. Cały czas przyglądałam się Liamowi. Wydawał mi się znajomy, ale nie wiedziałam skąd.  
- Eyy...Payne. Rzuć mi piłkę. - krzyknął Zayn. Wprawdzie nie wiedziałam do kogo. Dopiero po chwili Liam mu ja podał. Liam Payne. To samo nazwisko. 
To mój kuzyn. 
Podeszłam do niego. 
- Ty jesteś Liam Payne.? 
- No. A co.?
- Ja jestem Megan Payne.
- Serio.? - wszyscy zapytali chórem. 
- Pamiętasz mnie.? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. 
- Coś mi świta. - Zrobił zamyśloną minę. - Ty jesteś moją kuzynką. - wykrzyczał. 
- Tak. Miło, że pamiętasz. 
- Jak mógłbym zapomnieć. Ooo. To były piękne lata. Pamiętasz jak bawiliśmy się klockami LEGO.?
- No baa. Nigdy tego nie zapomnę. A pamiętasz jak połknąłeś ten malutki telewizorek z zestawu.? - zapytałam. 
- Taa. To nie należało do najprzyjemniejszych chwil. 
- No. 
- A potem wyszedł tyłem. 
- Brrr - wszyscy się wzdrygnęli. 
W tej chwili Patrick wszedł do salonu. 
- Gdzie zgubiłeś Mel.? - zapytał David. 
- Poszła do sklepu z Niallem. - odpowiedział. 
- O nie. Tylko nie to. - powiedział Harry. 
- Dlaczego.? - zapytałam. 
- Nialla nigdy nie bierze się do sklepu. Jak znam życie zaraz wpadną z dziesięcioma torbami. Niall zje wszystko więc często wykupujemy pół osiedlowego sklepiku. 
- Taa. To pewnie dlatego rano nie było bułek. - powiedział Patrick. 
- O tak. 3 dni temu wziąłem Nialla do sklepu. - powiedział Harry - Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu. - Wybuchnęliśmy śmiechem. 
- No cóż. Teraz pozostaje nam się tylko modlić. - powiedział
- Ta. Podejrzewam, że tych toreb trochę będzie, ponieważ Mel też lubi sporo zjeść - powiedział David. 
- Hahaha.  To będziemy mieli duuużo żarcia.  
- Zaraz będzie pizza. - powiedział Patrick. - Tylko obiecałem Mel, że nie będziemy robić żartów z dostawcy. 
- Okay. 
Pogadaliśmy parę minut, aż ktoś zadzwonił do drzwi. David poszedł otworzyć. Spodziewaliśmy się dostawcy, ale w drzwiach stała Mel z Niallem. 
- Wiesz, że drzwi się zatrzaskują.? - powiedziała zdziwiona i uśmiechnięta Melanie. 
- Amerykę odkryłaś. - powiedział David. 
- Moja mama specjalnie takie zamówiła, bo wiedziała, że jesteśmy roztargnieni i kiedyś zapomnimy zamknąć i nas okradną. - krzyknęła Amy. 
- Twoja mama jest medium. - odpowiedziałam. 
Melanie z Niallem poszli do kuchni rozpakować zakupy. W tym czasie dostarczyli nam pizze. 
Wszyscy usiedliśmy na podłodze. Melanie włączyła film "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" 
Zajeb**ty film. Nigdy nie oglądałam lepszego.  Jego reżyser jest geniuszem. 
A jeden z głównych bohaterów, niejaki Peter jest bardzo przystojny. 
Obejrzeliśmy film i zjedliśmy pizze.
Kiedy skończyliśmy była 23.00. Chłopcy chcieli już iść, żeby nam nie przeszkadzać, ale namówiliśmy ich, żeby jeszcze trochę pogadali i poznali się lepiej.  





-----------------------------------------------------------------------------------------------


No i jest część 2. 
Jestem z siebie dumna. :D
Postaram się dodać następny jak najszybciej. ;p
Przyznam, że ten rozdział był już gotowy od 2 dni, ale nie chciałam go tak wcześnie wstawiać. ;] 
Dziękuję za 335 wejść. ;* 
Jestem z Was dumna ♥ 


PS Jeśli pojawią się błędy to przepraszam ^^ 


I teraz trochę muzyki, żeby Was nie zanudzić. >.< 












♥ ♥ ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz