- Doktorze, co z nim ? - zapytałam.
- Noga jest złamana. Teraz jest już na sali, ale przed chwilą miał zabieg.
- Dlaczego ? - zadałam kolejne pytanie.
- Złamanie było z przemieszczeniem, więc kość musiała wrócić na swoje miejsce. - wyjaśnił.
- Aha. A czy mogę go zobaczyć ?
- Tak. Proszę za mną.
Szliśmy długim korytarzem. Sala Patricka znajdowała się na końcu po lewej stronie. Koło niego leżała jakaś dziewczyna, która czytała książkę.
- Yy.. Hey.
Podniosła głowę.
- Hey.
Uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
Spojrzałam na Patricka. Jego noga była w gipsie. Od kostki do kolana. Ruszyłam w stronę krzesła, ale jak to ja po drodze musiałam zahaczyć o cholerne łóżko. Wieeelki huk. Jęknęłam. Poczułam okropny ból w nodze. A właściwie w kostce. Zaczęliśmy się śmiać. Po chwili na sale wbiegła pielęgniarka.
- Co się stało . ?
- Uderzyłam się w nogę - odpowiedziałam spokojnie.
- Pokaż.
* * *
Okazało się, że mam skręconą kostkę. Nic wielkiego. Założyli mi jakiś bandarz i po strachu. Wróciłam do sali Patricka. Ten leń znowu spał. Spał tak słooodko. Nie chciałam go budzić.
- To twój chłopak - zapytała nagle dziewczyna.
- Tak. A tak wogle to jestem Melanie.
- Claudia.
- To moje drugie imię.
- Serio ?
- Uhmm. - odpowiedziała po czym założyła słuchawki na uszy.
Szturchnęłam Patricka .
- Wstawaj.
- Przecież nie śpię.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze. A ty.?
- Też. Meg flirtuje z Malikiem !
- Z kim ?
- Zaynem. Zaprosił ją dzisiaj do sb.
- Łooooooo.
- Przepraszam.
- Za co ?
- Yyyy.. Złamałam Ci nogę i popsułam rower oraz niespodziankę/
- Truudnoo.
Uśmiechnęłam się i nie zdążyłam zaprotestować, bo na sale weszła pielęgniarka.
- Zmykajcie. - powiedziała. - Tylko szybko zanim przyjdzie lekarz.
- Dobrze. Dziękujemy.
Pielęgniarka wyszła z sali. Podeszłam do Claudii i przytuliłam ją wręczając jej kartkę z moim numerem telefonu.
- Zadzwoń - szepnęłam jej na ucho. - Paa Claudia.
- Paa.
W windzie zaczęliśmy śpiewać piosenkę Big Time Rush - Windows Down.
Wyszliśmy przed szpital.
- Gdzie jest samochód.
- Oh God Why ?!
- Facepalm.
- Dzwoń po taksówkę.
- Nie mam tyle kasy na koncie. Ewentualnie na jednego sms-a. - powiedziałam.
- A ja nie mam telefonu.
- Napiszę do Meg.
" Hey. Przyjedź po mnie i po Patricka pod szpital. Prosze. Mel. "
Po chwili przyszła odpowiedź.
" Ok. Za 10 minut będę. "
Czekaliśmy i czekaliśmy. Minęło 5 minut. 10, 15 20, a ich nadal nie było. W końcu zobaczyliśmy Louisa z Niallem.
- Nareszcie - krzyknęłam.
- Dzień dobry - powiedział Lou i się ukłonił.
- Dobry.?! Naprawdę.?!
- Yyyy.. sooorka.
- Chodźcie do samochodu - powiedział w końcu Niall.
Kiedy zajechaliśmy pod dom, okazało się, że jest mały problem z wejściem. Nie mieliśmy kluczy.
- No i co teraz ? - zapytałam.
Po jakiś 5 minutach Louis krzyknął :
- Balkon.
- Ok. Kto wchodzi ?
- Yyy.. no wieeesz.. ja bardzo.. no ale.. no może nie za.. ten noo.. - wszyscy zaczęli taką gadkę. Jeden przez drugiego, ale nikt nie chciał wejść.
- Dobra. Cicho. Ja wejdę - powiedziałam i poszłam do ogródka. Balkon wprawdzie nie był tak wysoko, ale w życiu bym się tam nie dostała. Jednak po jakimś czasie zauważyłam rower. Ten.. troszeczkę popsuty.
- Louis. Chodź na chwilę - zawołałam. - Musisz mi pomóc.
Pojawił się w ogródku z miną typu ' wtf '.
- Postaw ten rower i trzymaj prosto.
- Okey.
Weszłam na rower, trzymając sie głowy Louisa. Złapałam się balkonu, podciągnęłam i zaczęłam przechodzić prze barierkę. Weszłam do domu. Byłam w pokoju Justina. Booooże. To wszystko wyglądało jak po przejściu tornado. Wyszłam i zeszłam na doł. Otworzyłam drzwi i przez przypadek zrzuciłam wazon. Szybko go podniosłam i odłożyłam na miejsce.
- Jeeeeej - wykrzyczał Patrick.
- Zdajecie sobie sprawę z tego, że mogliśmy iść do nas i poczekać jak ktoś przyjdzie.
- Niall.. proszę.. na przyszłość myśl troszeczkę szybciej.
- Wchodźcie.
- Głodny jestem. - uśmiechnełam się.
- Co chcecie do jedzenia.?
- Naleśniki. - wydarł się Louis. - Ups.
- Niall, ile zjesz ?
- 7
- Boże. Lou ?
- 2
- Patrick ?
- 2
- Ok. Ja 5. Razem.. 16. Zawołam was jak będzie gotowe.
Poszłam do kuchni. Zajrzałam do szafki, ale nie było mąki. Fuck.
- Niaaaaaaalll.. koniecznie chcesz te naleśniki - zawołałam.
- Taaaaak. - odpowiedział.
- To idź po mąkę.
- Po co ?
- Mąąąąkęęę.
- Oooookk.
***
- Kochasz mnie ?
- Co za pytanie. No jasne, że tak. A ty mnie ?
- Tak. - uśmiechnęłam się.
- A skoro mnie kochasz, to zrobisz mi kakao.?
- Tak. Jak chłopaki przyjdą. A teraz idę się przebrać.
- Ok. Moge iść z tb ?
- Yyy. nieeee. Twoja mina na mnie nie działa.
- Fuck - zaśmiał się.
Przebrałam się i zeszłam na dół. Zakupy już stały na stole, więc wzięłam się do pracy.
***
- Naleśniki gotowe.
Niall wbiegł do kuchni jak opętany.
- Człowieku, ogarnij. - powiedział Lou, który wszedł za nim.
------------------------------------------------------------------------------------------
Na wstępie bardzo przepraszam, że nie dodawałam, żadnej notki.
Mogę się jedynie wytłumaczyć w ten sposób, że cały czas miałam przekroczony limit internetu. Rozdział był gotowy od dawna, ale nie miałam jak dodać. Przepraszam. ; )
Przyznam, że nie jestem za bardzo zadowolona z tego rozdziału. Jest bardzo krótki. ;c
Ale postanowiłam pisać krótsza, a częściej. ;D
Ok.. to już chyba wszystko co miałam Wam do powiedzenia.
PS Mam nadzieję, że chociaż zajrzeliście do blogów, które Wam poleciłam. ;** <33