Ten rozdział dedykuje mojej przyjaciółce Oli. ;D ;* <3
Następnego dnia
Zaspałem. Jak zwykle. Kiedy dzieje się coś ważnego muszę coś odwalić.
Ogarnąłem się i ruszyłem w drogę.
Dogadałem się wczoraj z Mel, że pójdziemy po wszystkich razem.
Mel oczywiście już czekała.
- Hey - przywitała się.
- Siemka - odpowiedziałem, a ona dała mi słodkiego buziaczka w policzek. - przepraszam, że czekałaś, ale oczywiście zaspałem. Sorry.
Hah. Miałem zaciesz jak cholera, że się już pogodziliśmy.
Najpierw poszliśmy po Megan. Potem do Jull i Amy. Na samym końcu wpadliśmy do Patricka i Justina.
Muszę przyznać, że wszyscy byli zdziwieni iż my się już pogodziliśmy. #
Całą drogę do centrum handlowego suszyliśmy zęby jak 'Pingwiny z Madagaskaru'.
Kupiliśmy sporo rzeczy.
W końcu byliśmy tam 6 godzin.
To chyba mój osobisty rekord. Ale to oczywiście przez dziewczyny.
Gdyby ich nie było uwinęlibyśmy się w góra 2 godziny.
To był armagedon.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do pizzerii. Mel i Patrick napchali się jak dwa króliki marchewkami.
Kiedy szliśmy do domu Amy zaczęła śpiewać, Meg tańczyć, a potem już wszyscy śpiewali.
Chór uliczny.
Mieliśmy wielki przypał.
No, ale. My lubimy przypał. Wszyscy w dzielnicy nas znają. Słyniemy z naszego ADHD.
* Trzy dni później *
# Z perspektywy Melanie #
- Melanie schodź na dół. Amy już czeka. - usłyszałam głos mamy.
Byłam spakowana i gotowa do drogi. Trudno mi było pożegnać się z mamą. Trudno mi będzie bez niej.
Ale przynajmniej jadę tam z przyjaciółmi. Mam nadzieję, że moje życie zmieni się na lepsze. Poznam nowych ludzi. Przeżyję nowe przygody.
Jeśli chciałabym to ująć jednym zdaniem wszystko będzie nowe.
Wzięłam walizki i zeszłam do salonu.
- Hey Amy - przywitałam się.
- Hey - odpowiedziała - Gotowa.?
- Tak.
Odwróciłam się do mamy i ją uściskałam.
- Pa mamo.!
- Pa córciu. Uważajcie na siebie.
Wyszłam z domu. Taksówka czekała pod domem. Z tego co się dowiedziałam reszta jest już w drodze na lotnisko.
Byliśmy na miejscu po 20 minutach.
Od razu znaleźliśmy pozostałych. Przywitaliśmy się, poszliśmy na odprawę. Potem wsiedliśmy do samolotu. Trochę się bałam.
Byłam wkurzona, bo nie siedziałam z dziewczynami tylko usadzili mnie z Patrickiem. Byłam wkurzona. Jego znałam najmniej. Widać, że nie był skory do rozmów więc nie zaczynałam rozmowy.
Wzięłam książkę. Lot miał trwać 7 godzin więc musiałam się czymś zająć. Zaczęłam czytanie.
Książka strasznie mnie wciągnęła. Ocknęłam się po 2 godzinach.Pierwszy raz tak długo czytałam.
Patrick nadal spał więc postanowiłam włączyć Mp4 i posłuchać muzyki. Po 2 godzinach mi się rozładowała. Oczywiście zapomniałam naładować w domu. Siedziałam koło okna więc nie mogłam przecisnąć się do dziewczyn żeby z nimi pogadać. Na szczęście obudził się Patrick.
- Hey - wiedziałam, że to ja muszę zacząć rozmowę. - Wyspany.
- Siemka. - był zaskoczony. - Ta, jasne. Długo spałem.?
- Jakieś 4 godziny.
- O Boże. Co ty robiłaś.?
- Hmmm...czytałam i słuchałam muzyki.
- Aaa...spoko.
- Yyy...ten...noo. Masz coś do jedzenia jeszcze.? - zapytał. Powstrzymywałam śmiech, ale mi się nie udało.
- Hahahaha. No tak jakby...nie. Wszystko zjadłam. Wiesz, że lubię jeść.
- Spoko. To tak jak ja.
- No właśnie. Wiesz o co chodzi.
- Dobra. Trudno. Idę żulić od Justina.
- Ok. Weź też mi coś wyżul.
- Spoko. Zaraz wracam.
Wrócił z rękoma pełnymi żarcia. Zaciesz.
- Co tam masz.?
- Hmmm...żelki, soczki, kanapkę z serem i sałatą i kanapkę z jakąś wędliną. Ale trochę dziwnie pachnie więc radzę jej nie ruszać.
- Ok. Spoko.
- To co podać.? - zapytał.
- Może soczek i tą kanapkę z wędliną.
- Serio.? - zapytał zdziwiony.
- Do odważnych świat należy. - odpowiedziałam z bananem na twarzy.
- Spoko. Wyjmę torebkę.
Podał mi jedzenie. Ugryzłam kanapkę. Pierwszy gryz był okropny. Postanowiła zrobić drugi, a wtedy zrobiło mi się niedobrze. Patrick podał mi torbę.
Zwymiotowałam.
- Jak się czujesz.? - zapytał z troską w głosie.
- Dobrze. Choć bywało lepiej.
- Domyślam się. Może chcesz tą drugą kanapkę.?
- Taa. Z chęcią.
- Trzymaj. Ja zjem żelki. - uśmiechnął się triumfalnie.
- Taa. A ja mam jeść tą kanapkę.? Oszukałeś mnie.!
- Noo. Tak jakby.
- Czekaj...Mam pomysł. Ja dam ci pół kanapki, a ty mi pół paczki żelek. Co ty na to.?
- Dobra. Zgadzam się.
Zjedliśmy żarcie. Potem gadaliśmy. W końcu koniec lotu.
- Kiedy wysiedliśmy wsiedliśmy do taksówki i ruszyliśmy do naszego domu.
Strasznie się cieszyłam, że nie będziemy musieli mieszkać w jakimś hotelu.
Po 15 minutach dojechaliśmy na miejsce. Dom jest wspaniały. Wypakowaliśmy bagaże i wbiegliśmy do domu jak zwierzęta. Był śliczny. Pobiegliśmy na górę. Każdy wybrał sobie swój pokój. Salon był wielki. Kuchnia też niczego sobie. Ale największą atrakcją był basen.
Pierwsza go zobaczyłam. Podeszłam byłam w raju. I wtedy się stało. Podbiegł Patrick i mnie popchnął. Wylądowałam w basenie. Byłam wściekła.
Wyszłam cała mokra. Zaczęłam gonić Patricka.
Dogoniłam go i wskoczyłam na niego. Wylądowaliśmy na podłodze obok kanapy w salonie. Wzięłam poduszki i zaczęłam go nimi bić.
- Aaa. Proszę nie bij mnie. Przepraszam. Błagam, zlituj się. - zaczął mnie przepraszać i błagać.
- Dobrze. Teraz dam ci spokój. Ale obiecuję ZEMSZCZĘ SIĘ.
Wszyscy mieli z nas mega polewkę.
- Ooo...Patrick radzę ci uważać. Kiedy wrzuciłem ją do stawu moja zemsta trwała miesiąc. Powodzenia - David zaczął go straszyć.
Podziękowałam mu w myślach.
- Taaa. Jasne. Ehe. Możesz mnie straszyć, ale ja się nie dam.
- Ok. Zobaczymy. - odpowiedziałam ze złowieszczym uśmieszkiem. Idę do pokoju.
Byłam zmęczona po tej akcji. Było już późno więc postanowiłam iść spać. Chciałam się jeszcze rozpakować, ale zasnęłam.
---------------------------------------------------------------------
No i jest drugi ;d
Poszło gładko. ;p
Tylko przepraszam, że trochę krótszy, ale nie miałam takiej weny jak poprzednio. ;/
Mam nadzieję, że się wam spodoba. ;*
Dziękuje za te 200 wejść. Jesteście wspaniali. <3
Postaram się dodać 3 rozdział jak najszybciej.
I jeszcze raz proszę. Jeśli to czytajcie to zostawiajcie jakiś ślad w postaci np. komentarzy. Dla mnie to bardzo ważne. To dodaje mi motywacji. ;D
PS Jeśli pojawią się jakieś błędy to bardzo przepraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz