czwartek, 12 lipca 2012

' Ja... ja wyjeżdżam...'


Obudziłam się. Wszystko mnie bolało. Na czworakach zeszłam na dół do kuchni.
- Zombie przybyło - zaczął komentować mój wygląd kochany braciszek.
- Spadaj.
Zrobiłam sobie śniadanie. Oczywiście nie obeszło się bez kontuzji. Zacięłam się nozem. Przykleiłam plasterek i ponowiłam robienie kanapek.
- Hej córciu - usłyszałam głos mamy za plecami - Jak się czujesz?
O Boszz, zaczyna się. Zaraz dostanę kazanie, na temat mojego zachowania. Pff...
- Wszytsko ok. Nic mi nie jest. - odpowiedziałam bez grama uczuć w głosie. Poszłam do pokoju. O dziwo obyło się bez pouczeń.
Ubrałam się w pasiatą bluzkę, czarne rurki i conversy. Weszłam na facebooka.
18 powiadomień, 2 zaproszenia do znajomych i 1 wiadomość.! Od Davida. Czego on chce.?!

,,Przepraszam za wszystko. Nadal Cię kocham. To był impuls. Wybacz mi.``

Wiadomość przyszła zaraz po incydencie w parku. Postanowiłam, że nie będę odpisywać. Zrobiło mi się trochę głupio. Było widać, że my zależało. Chciałam zadzwonić, ale stwierdziłam, że to nie ma sensu.
Z rozmyśleń wyrwał mnie krzyk mamy.
- Melanie zejdź na moment do kuchni.! - zeszłam na pół przytomna.
- Coś się stało mamo.? - zapytałam.
- Tak, znaczy nic się nie stało, ale dzwoniła Amy. Chce się z tobą spotkać. - byłam zdziwiona. Dlaczego nie dzwoniła do mnie.
- A po co.?
- Chce przekazać Ci coś ważnego. - byłam pewna, że mama była w to zaplątana.
- Ty coś wiesz.  - to nie było pytanie. To było stwierdzenie faków.
- Owszem.
Z jej miny wywnioskowałam, że nic mi nie powie. No cóż. Ruszyłam w drogę. Byłam zbita z tropu. Po 15 minutach byłam pod domem Amy. Zapukałam do drzwi. Otworzyła moja przyjaciółka.
- Heyy Mel.
- Siemka - przywitałam się - O co chodzi. Gadaj.! - rozkazałam.
- Dobra. Chodź, przejdziemy się. Wszystko Ci wytłumacze.
- Spoczi.
Poszłyśmy do parku.
- Mów o co chodzi, bo nie wytrzymam. - zaczęłam rozmowę. Wiedziałam, że ja muszę to zrobić.
- Melanie ja...ja...wyjeżdżam.
- Że co.?!
- Przepraszam. Na szczęście jesteśmy pełnoletnie. - nie wiedziałam do czego zmierza. - Miałam do wyboru was albo rodziców.
- O co ci chodzi.?
- Nie rozumiesz.?
- Nie. - odpowiedziałam bez wachania.
- Wyjeżdżamy.
- Jak to wyjeżdżamy. Moja mama nigdy się nie zgodzi.
- Już się zgodziła. - tymi słowami zbiła mnie z tropu. Byłam w szoku. Nie wiem co powiedzieć.
- Jej, nawet nie wiesz jak się ciesze, ale co z Meg i Jull.? - zapytałam z nadzieją, że nie zostaną same.
- One jadą z nami. - oznajmiła poważnym tonem.
- Ojeju, banan nie zejdzie mi z twarzy do wieczora. - byłam taka szczęśliwa.
- No i... jest jeszcze jedna sprawa.
O nie. Bardzo dobrze znam tę minę. Albo to coś niemiłego, albo musi iść do WC. Modliłam, żeby to było to drugie no ale, niestety.
- Chłopaki...oni jadą razem z nami.
- Że co.?! - byłam wściekła.
- Melanie, przepraszam. Wpadliśmy na to kiedy ty i David byliście jeszcze razem.
Powtórka z rozrywki. Znowu stałam jak słup. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- Ja idę do domu. Muszę to przemyśleć, ale nie martw się nic mi nie jest. Pa. - pożegnałam się i ruszułam do domu.
 Chciałam posiedzieć w samotności i oczywiście w ciszy. Zamknęłam się w pokoju. Poleżałam, przemyśliłam to i stwierdziłam, że nie jadę. Nie muszę z nimi tam być. Dadzą sobie radę beze mnie. Po prostu nie chciałam oglądać na razie Davida na oczy, a wyjazd jest za 5 dni. Zadzwoniłam do Amy i przekazałam jej tą informację. Koniec. Kropka...

# Z perspektywy Davida #

- Stary otwieraj.!! - walenie nie ustępowało. W końcu się zlitowałem i otworzyłem. W drzwiach stał Justin.
- Czego do cholery.?! - warknąłem. Sam się zdziwiłem moim toniem głosu.
- Boże, David, co ci jest.?
Wyjaśniłem mu całą historię. Musiałem się komuś wreszcie wygadać. Przyznam, że nieźle mi ulżyło. Potem usłyszałem bardzo krótki komentarz :
- DUREŃ.!!!
- Wiem, wiem. Ale najgorsze jest to, że ona chciała...popełnić...samooo...samoooob...- nie mogłem tego przecisnąć przez gardło.
- Samobójstwo.?! - zapytał Justin.
- Tak.! To.!
- Jeszcze większy dureń.
- Dziękuje. Ale tak w ogóle to po co tu przyszłeś.? - zapytałem ciekawy.
- Chodzi o to, że mam mega wiadomość. Jedziemy na wakacje. Do... Londynu. !!
No i zawiecha. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Byłem zszokowany.
- Zarąbiście. - Miałem wieeelki zaciesz. - Patrick też jedzie.?
- No baa. I jeszcze...dziewczyny. - znowu wkurzony.
- Melanie też.? - zapytałem z nadzieją, że chyba nie.
- Nie wiem, ale przypuszczam, że tak. Amy miała dzisiaj z nią pogadać. Sory. wpadliśmy na ten pomysł przed waszym rozstaniem.
Byłem załamany. Całe wakacje zmarnowane. Chciałem o niej zapomnieć. Żyć przyszłością, a nie przeszłością.
- Ja...nie. - zacząłem - Jak ona jedzie to ja nie jadę. Nie chce się z nią widzieć w najbliższym czasie.
- Kurrr...a tak fajnie się zapowiadało. Dobra ja spadam.
- Ok. Cześć.
- Cześć.

# Z perspektywy Justina #

Stwierdziłem, że pojadę do Melanie i z nią pogadam. Walnąłem w drzwi. Otworzyła Mel. Chyba była sama w domu co wyszło mi na dobre.
- Justin.?! Co ty tu robisz.? - zpytała z miną typu 'wtf.?!' na twarzy.
- Hey. Przyjechałem z tb pogadać. -odpowiedziałem.
- Ok. Wchodź.
Usiadłem na kanapie.
- Chcesz kakałko.? - krzyknęła z kuchni.
- Eheś. Ty wiesz co dobre.
- Hahaha. No baa.
Wypiłem kakałko. W końcu kiedyś musiałem zacząć ten niezręczny temat.
- Słuchaj ty... - dostałęm sms-a - Sorki. Zobaczę od kogo.
- Spoko. - uśmiechnęła się.

,,Hey Justin. Sorki, że tak późno piszę, ale zapomniałam. ;D Gadałam z Melanie
i powiedziała, że jeśli David pojedzie z nami to ona nie jedzie. ^^ Jull. xox``

- Ty nie jedziesz jak on nie jedzie.?! - wydarłem się jak debil. Byłem w szoku.
- Tak. Prawda. Nie chcę się z nim widzieć w najbliższym czasie.
Wybuchnąłem śmiechem. Załapałem, że powiedziała to samo co David.
- Co.?! Z czego się ryjesz.?!
- Zacytowałaś Davida.
- Serio.?! To się zdarza. Bardzo często.
- Spoko. Ale błagam, pojedź z nami. Davida też namówie. Nie możecie siebie wiecznie unikać.
- Wiem. Nie chce żeby on z mojego powodu nie jechał. A ja nie chce nie jechać do Londynu dlatego że on jedzie. Pojadę mimo wszystko. I proszę. Jego też namów żeby jechał. Jestem pewna, że dasz radę to zrobić skoro mnie namówiłeś. - miałem wieelki zaciesz. Nareszcie mi się udało.
- Dobrze. Nie ma problemu. Dla ciebie wszystko. Ja już lecę. Pa.
Dałem jej buziaczka w policzek i podziękowałem za kakałko. Była 8 i nie chciało mi się dzisiaj jechać do Davida. Padłem na łóżko jak zabity. Obudziłem się w nocy i zrozumiałem, że jestem w ubraniu. Przebrałem się w piżamkę ze SpongeBobem i poszłem spać dalej. Obudziłem się rano. Tym razem nie w ubraniu, lecz na podłodze. No cóż. Zdarza się. Zjadłem śniadanie i jak co piątek poszedłem na siłkę. Później wyrwałem Davida na pizze. Gadałem z nim i próbowałem przetłumaczyć mu, że Melanie chce żeby jechał z nimi do Londynu. Powiedział, że to 'przemyśli'.


# Z perspektywy Davida # 

Hmmmm...dzisiejszy dzień był geniany. Po rozmowie z Justinem jestem pewien, że chcę się pogodzić z Melanie. Ja chcę jechać na wakacje i ona też. Nie będę tego psóć. Myślałem dość długo, ale przerwał mi sen. Obudziłem się wcześnie. ZA WCZEŚNIE. Włączyłem kompa i weszłem na facebooka. Mel była dostępna. Chciałem napisać, ale stwierdziłem, że nie znirzę się do tego żeby przepraszać ludzi na fejsie.



* * * 


Siedziałem z bananem na twarzy. Za 4 dni wyjeżdżamy do Londynu. Jutro jadę z ekipą na zakupy.
Jedziemy na 2 miesiące. Szczerze mówiąc, chciałbym zostać tam na zawsze. Byłoby fajnie, ale...
no właśnie. Tęskniłbym za wszytskimi. Zwłaszcza za Mel. A tego nie chcę.
Postanowiłem do niej napisać. Chciałem się z nią spotkać i przeprosić.


,, Hey Melanie. ^^ Spotkasz się ze mną dzisiaj.? Proszę. `` 


Nie odpisuje. Pfff... . Sms. Po 10 minutach. Oł yeahh.


,, Hey. Taa, jasne. A co chciałeś.? >.< ``


,, Pogadać ;] ``


Bardzo wyczerpująca odpowiedź, pomyślałem. Hahahaha.
Poszedłem do parku. Mel czekała.
- Hey - zacząłem.
- Siemka - odpowiedziała zadowolona. Myślałem, że będzie wściekła.
- Może przejdziemy się do kawiarenki za rogiem.?
- Ok - odpowiedziała.
Teraz nie mogłem wyczytać z niej żadnych emocji. W kawiarni zamówiliśmy drinki.


- Melanie przepraszam. Za wszystko. Za to, że zachowałem się jak dupek, że wtedy tak na ciebie naskoczyłem. I proszę. Jedź do Londynu.
Milczała. Dość długo. W końcu wynuchnęła śmiechem.
- David, to ja powinnam cię tu przepraszać i to na kolanach.
- Bosz Mel daj spokój.
Byłem w szoku.
- Czyli zgoda ? - zapytałem.
- No baa. Chodź tu. - przytuliłem ją.
Lubię ja tulić. Byłem szczęśliwy, że tak szybko się pogodziliśmy.
Wróciliśmy do domu we wspaniałuch humorach.
Odprowadziłem ją i poszłem do siebie. Zasnąłem bez problemu.


------------------------------------------------------------------------------------------------------

1 rozdział. Nareszcie ;D
Myślałam, że nie dam rady zrobić tego tak szybko, ale się udało.
Jestem z sb zadowolona. ;]
Mam nadzieję, że się wam spodoba ;>
Jeśli czytacie tego bloga, zostawiajcie po sobie jakiś ślad. Dla mnie to ważne ;p
I jeśli coś wam się nie podoba to piszcie to w komentarzach lub na mój e-mail :
madzia32@onet.com.pl
Nigdy nie pogardzę krytyką ;d

PS Jeśli pojawią się jakieś błędy to bardzo przepraszam. >.<

A teraz piosenka, która towarzyszyła mi przy tworzeniu 1 rozdziału :



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz