- Yyy.. właściwie to tak .. ale tylko tak trochę..
- Zaaaynnn nie da się zgubić 'tak trochę'.. Zabiję cię !!
Zaczęłam ganiać go po całym lesie. W końcu zauważyłam jakiś stary domek.
- Zayn.. ty też to widzisz.?
- Ale co ?
- No ten domek - wskazałam palcem.
- Tak. Widzę.
- Z komina leci dym. Ktoś musi tam być.
- Chodź. Może ten ktoś da nam u siebie przenocować.
- Chyba oszalałeś. Nigdy tam nie pójdę. Tam może być jakiś rasowy przestępca.
- Albo normalny człowiek.
- Albo przestępca. Jak chcesz, ale ja tam nie pójdę.
- Megan.. proszę.. Wolisz spać tutaj ?!
- Jak to spać tutaj.?
- Normalnie. Robi się już ciemno. Wątpię, że damy radę znaleźć drogę do domu.
- Ale Zaynn.. boję się..
- Czego.? Przecież jesteś ze mną. Przy mnie jesteś bezpieczna.
Uśmiechnęłam się.
- Ok. Ale robię to tylko dla ciebie ! - podeszłam i pocałowałam go w policzek - Chodź, bo się rozmyślę !
Podeszliśmy wolnym krokiem do drzwi. Zapukałam.
Po chwili otworzył nam jakiś staruszek.
- Yy.. dzień dobry - zaczęłam. - Nazywam się Megan, a to jest Zayn - wskazałam ręką na Malika, który stał obok.
- Dzień dobry ! Co Was tutaj sprowadza.? - zapytał.
- Wybraliśmy się na spacer i zabłądziliśmy. Czy moglibyśmy przenocować u pana ?
- Ależ oczywiście. Zapraszam. Wejdźcie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się.
- Widzę, że trochę zmarzliście. Usiądźcie sobie na łóżku, a ja zaraz wam zrobię gorącą herbatę. - uśmiechnął się i ruszył w stronę kuchni.
- Widzisz. Nie trzeba było się bać - wyszeptał Zayn.
- Pff.. Malik jak zwykle ma racje..
Udałam obrażoną.
- Tak w ogóle jestem Daniel.
- Miło mi pana poznać. - pan Daniel podał nam herbatę. - Od jak dawna pan tutaj mieszka ?
- Od 20 lat.
- Nie czuje się pan samotny ?
- Czasami doskwiera samotność. Szczerze mówiąc jestem zadowolony, iż zabłądziliście, ponieważ rzadko mam przyjemność rozmawiać z kimś oprócz mnie.
Roześmialiśmy się. Rozmawialiśmy, a właściwie ja rozmawiałam ( bo Zayn prawie w ogóle się nie odzywał ) do 22. W końcu poczułam senność. Pan Daniel zauważył moje zmęczenie i od razu zaproponował mi sen. Oczywiście zgodziłam się. Pan Daniel dał nam 3 koce i położyłam się z Zaynem spać na kanapie.
Przepraszam, że nie dodawałam tak długo rozdziału. Był przygotowany, ale nie miałam czasu dodać. Mam strasznie dużo zadawane. Ledwo się wyrabiam. A poza tym jutro mam egzamin próbny..
Jeszcze raz przepraszam. Wiem, że krótki i jestem tego w pełni świadoma.. -,-
Chciałabym Wam jeszcze polecić moją stronę na Facebook'u :
http://www.facebook.com/TenStanKiedyBarcelonaGra?ref=hl :D Proszę o Lajki i polecanie znajomym ! :D
PS Możecie także wysyłać swoje zdjęcia na ten e-mail : tenstankiedybarcagra@onet.com.pl
Wiadomość ma zawierać : zdjęcie ( swoje lub waszego przyjaciela, ale tylko jeśli się zgodzi ! ), imię, wiek oraz województwo lub miejscowość, w której ta osoba mieszka.
Możecie także pisać o oznaczenia .. ;d
Dziękuję i zapraszam na stronę na FB oraz do wysyłania zdjęć.
- Doktorze, co z nim ? - zapytałam.
- Noga jest złamana. Teraz jest już na sali, ale przed chwilą miał zabieg.
- Dlaczego ? - zadałam kolejne pytanie.
- Złamanie było z przemieszczeniem, więc kość musiała wrócić na swoje miejsce. - wyjaśnił.
- Aha. A czy mogę go zobaczyć ?
- Tak. Proszę za mną.
Szliśmy długim korytarzem. Sala Patricka znajdowała się na końcu po lewej stronie. Koło niego leżała jakaś dziewczyna, która czytała książkę.
- Yy.. Hey.
Podniosła głowę.
- Hey.
Uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
Spojrzałam na Patricka. Jego noga była w gipsie. Od kostki do kolana. Ruszyłam w stronę krzesła, ale jak to ja po drodze musiałam zahaczyć o cholerne łóżko. Wieeelki huk. Jęknęłam. Poczułam okropny ból w nodze. A właściwie w kostce. Zaczęliśmy się śmiać. Po chwili na sale wbiegła pielęgniarka.
- Co się stało . ?
- Uderzyłam się w nogę - odpowiedziałam spokojnie.
- Pokaż.
* * *
Okazało się, że mam skręconą kostkę. Nic wielkiego. Założyli mi jakiś bandarz i po strachu. Wróciłam do sali Patricka. Ten leń znowu spał. Spał tak słooodko. Nie chciałam go budzić.
- To twój chłopak - zapytała nagle dziewczyna.
- Tak. A tak wogle to jestem Melanie.
- Claudia.
- To moje drugie imię.
- Serio ?
- Uhmm. - odpowiedziała po czym założyła słuchawki na uszy.
Szturchnęłam Patricka .
- Wstawaj.
- Przecież nie śpię.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze. A ty.?
- Też. Meg flirtuje z Malikiem !
- Z kim ?
- Zaynem. Zaprosił ją dzisiaj do sb.
- Łooooooo.
- Przepraszam.
- Za co ?
- Yyyy.. Złamałam Ci nogę i popsułam rower oraz niespodziankę/
- Truudnoo.
Uśmiechnęłam się i nie zdążyłam zaprotestować, bo na sale weszła pielęgniarka.
- Zmykajcie. - powiedziała. - Tylko szybko zanim przyjdzie lekarz.
- Dobrze. Dziękujemy.
Pielęgniarka wyszła z sali. Podeszłam do Claudii i przytuliłam ją wręczając jej kartkę z moim numerem telefonu.
- Zadzwoń - szepnęłam jej na ucho. - Paa Claudia.
- Paa.
W windzie zaczęliśmy śpiewać piosenkę Big Time Rush - Windows Down.
Wyszliśmy przed szpital.
- Gdzie jest samochód.
- Oh God Why ?!
- Facepalm.
- Dzwoń po taksówkę.
- Nie mam tyle kasy na koncie. Ewentualnie na jednego sms-a. - powiedziałam.
- A ja nie mam telefonu.
- Napiszę do Meg.
" Hey. Przyjedź po mnie i po Patricka pod szpital. Prosze. Mel. "
Po chwili przyszła odpowiedź.
" Ok. Za 10 minut będę. "
Czekaliśmy i czekaliśmy. Minęło 5 minut. 10, 15 20, a ich nadal nie było. W końcu zobaczyliśmy Louisa z Niallem.
- Nareszcie - krzyknęłam.
- Dzień dobry - powiedział Lou i się ukłonił.
- Dobry.?! Naprawdę.?!
- Yyyy.. sooorka.
- Chodźcie do samochodu - powiedział w końcu Niall.
Kiedy zajechaliśmy pod dom, okazało się, że jest mały problem z wejściem. Nie mieliśmy kluczy.
- No i co teraz ? - zapytałam.
Po jakiś 5 minutach Louis krzyknął :
- Balkon.
- Ok. Kto wchodzi ?
- Yyy.. no wieeesz.. ja bardzo.. no ale.. no może nie za.. ten noo.. - wszyscy zaczęli taką gadkę. Jeden przez drugiego, ale nikt nie chciał wejść.
- Dobra. Cicho. Ja wejdę - powiedziałam i poszłam do ogródka. Balkon wprawdzie nie był tak wysoko, ale w życiu bym się tam nie dostała. Jednak po jakimś czasie zauważyłam rower. Ten.. troszeczkę popsuty.
- Louis. Chodź na chwilę - zawołałam. - Musisz mi pomóc.
Pojawił się w ogródku z miną typu ' wtf '.
- Postaw ten rower i trzymaj prosto.
- Okey.
Weszłam na rower, trzymając sie głowy Louisa. Złapałam się balkonu, podciągnęłam i zaczęłam przechodzić prze barierkę. Weszłam do domu. Byłam w pokoju Justina. Booooże. To wszystko wyglądało jak po przejściu tornado. Wyszłam i zeszłam na doł. Otworzyłam drzwi i przez przypadek zrzuciłam wazon. Szybko go podniosłam i odłożyłam na miejsce.
- Jeeeeej - wykrzyczał Patrick.
- Zdajecie sobie sprawę z tego, że mogliśmy iść do nas i poczekać jak ktoś przyjdzie.
- Niall.. proszę.. na przyszłość myśl troszeczkę szybciej.
- Wchodźcie.
- Głodny jestem. - uśmiechnełam się.
- Co chcecie do jedzenia.?
- Naleśniki. - wydarł się Louis. - Ups.
- Niall, ile zjesz ?
- 7
- Boże. Lou ?
- 2
- Patrick ?
- 2
- Ok. Ja 5. Razem.. 16. Zawołam was jak będzie gotowe.
Poszłam do kuchni. Zajrzałam do szafki, ale nie było mąki. Fuck.
- Niaaaaaaalll.. koniecznie chcesz te naleśniki - zawołałam.
- Taaaaak. - odpowiedział.
- To idź po mąkę.
- Po co ?
- Mąąąąkęęę.
- Oooookk.
***
- Kochasz mnie ?
- Co za pytanie. No jasne, że tak. A ty mnie ?
- Tak. - uśmiechnęłam się.
- A skoro mnie kochasz, to zrobisz mi kakao.?
- Tak. Jak chłopaki przyjdą. A teraz idę się przebrać.
- Ok. Moge iść z tb ?
- Yyy. nieeee. Twoja mina na mnie nie działa.
- Fuck - zaśmiał się.
Przebrałam się i zeszłam na dół. Zakupy już stały na stole, więc wzięłam się do pracy.
***
- Naleśniki gotowe.
Niall wbiegł do kuchni jak opętany.
- Człowieku, ogarnij. - powiedział Lou, który wszedł za nim.
Na wstępie bardzo przepraszam, że nie dodawałam, żadnej notki.
Mogę się jedynie wytłumaczyć w ten sposób, że cały czas miałam przekroczony limit internetu. Rozdział był gotowy od dawna, ale nie miałam jak dodać. Przepraszam. ; )
Przyznam, że nie jestem za bardzo zadowolona z tego rozdziału. Jest bardzo krótki. ;c
Ale postanowiłam pisać krótsza, a częściej. ;D
Ok.. to już chyba wszystko co miałam Wam do powiedzenia.
PS Mam nadzieję, że chociaż zajrzeliście do blogów, które Wam poleciłam. ;** <33
Nie pamiętam, kiedy poszłam spać. Ale wiem jedno: było to na pewno po północy.
W domu panuje dziwny spokój. Aż dziwnie.
Założyłam szlafrok i wyszłam na korytarz. Zajrzałam do wszystkich pokoi. Wszyscy byli w swoich pokojach oprócz Melanie.
Pewnie śpi na kanapie w salonie, bo nie chciało jej się iść na górę, pomyślałam, ale kiedy zeszłam na dół zrozumiałam, że to był błąd. Okazało się, że chłopaki zostali u nas na noc.
Zayn spał przy drzwiach wejściowych, Harry pod stołem, Louis na blacie w kuchni, Liam na stoliku w salonie, Niall na kanapie, a Melanie na nim.
Podeszłam do niej i zaczęłam ją budzić.
- Lou, daj spokój. Nie ma więcej marchewek. - wydukała.
Roześmiałam się.
- Melanie. Ogarnij się. Złaź Nialla. - powiedziałam.
- Co.?! - zapytała i zanim zdążyłam odpowiedzieć sturlała się z chłopaka na podłogę.
- Siemka - przywitałam się.
- Hey - odpowiedziała - dzięki, że mnie obudziłaś, zanim Niall się ocknął.
- Spoko. Nie ma problemu - odpowiedziałam. - Idę zbudzić resztę. A ty zrób śniadanko.
- Ok. - odpowiedziała i poszła do kuchni. Na twarzy nadal miała minę typu 'wtf.?!'
Poszłam za nią do kuchni. Wzięłam kubek i nalałam do niego zimnej wody. Wróćiłam do salonu i polałam każdego po kolei. W trakcie mojej zabawy Mel zapytała czy może się zająć Louisem.
- Jasne - odpowiedziałam.
Chłopcy poderwali się zdziwieni. Uśmiechnęłam się do nich i poszłam odnieść kubek.
Do kuchni wszedł Zayn.
- Ekhem. Mam pytanko... Co ty przed chwilą zrobiłaś.? - zapytał.
- Jak to co.? Obudziłam cię. - odpowiedziałam mu z triumfem na twarzy.
- A czy nie mogłaś mnie normalnie obudzić.?
Pokręciłam przecząco głową.
- U nas stosuje się nowoczesne metody - odpowiedziałam. -
- Doprawdy.? - zapytał. Podszedł do Melanie i zapytał ją o coś, ale nie słyszałam. Ona tylko pokiwała twierdząco głową. Potem podszedł do mnie i wziął mnie na plecy.
- Co ty robisz.? - wrzeszczałam. Nie odpowiadał. Wybiegł ze mną do ogrodu i stanął przy basenie. Po dwóch sekundach wrzucił mnie do niego.
Wyszłam przemoczona do suchej nitki.
- Zabiję Cię. - powiedziałam. - Będę Cię mordować długi i boleśnie. - dodałam. Zaczęłam go gonić. Dogoniłam go już w wejściu do domu. Naskoczyłam na niego i jak gdyby nigdy nic usiadłam na jego brzuchu.
- Proszę. Nie zabijaj mnie. Zrobię wszystko dla Ciebie.
- Hmm...- zaczęłam się zastanawiać, co mógłby dla mnie zrobić. Jak na razie nic nie przyszło mi na myśl. - Ok. Odpuszczę Ci. Na razie.
- Dobrze. Dziękuję.
Wstałam z niego. Poszłam do swojego pokoju, żeby przebrać się w coś suchego. Stwierdziłam, że założe strój kąpielowy i pójdę się poopalać.
Ruszyłam w stronę łazienki, aby się przebrać, ale ktoś zapukał do drzwi.
- Mogę wejść.? - usłyszałam głos Zayna.
- Ta, jasne. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Jeszcze raz przepraszam.
- W normalnej sytuacji bym nie przebaczyła, ale twój uśmiech działa jak narkotyk. - odpowiedziałam. Poczyłam, że się zarumieniłam. Zrobiło mi się głupio. Zayn podoba mi sie odkąd go zobaczyłam, czyli od wczoraj. On się tylko uśmiechnał. Jprdl. Zachowałam się jak idiotka. Co ja sobie w ogóle myśle. - Przepraszam - wydukałam - ja, pójdę się przebrać.
- Ok. Poczekam.
Weszłam do łazienki. Starałam sie przebrać jak najwolniej, żeby mu się znudziło i poszedł sobie. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Jestem idiotką. Nic dodać, nic ująć. Po 15 minutach wyszłam z nadzieją, że go nie zastanę w pokoju. Mysiłam sie. Jak zwykle.
Uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego na łóżku.
- Więc, o czym chciałeś porozmawiać.? - zapytałam.
- O tym, co powiedziałaś. - odpowiedział niepewnie.
- Przepraszam - powiedziałam - tak mi się jakoś wymsknęło - sięgnęłam po butelkę wody, która stała na podłodze. Zaczełam pić.
- Podobasz mi się - powiedział Zayn. Zaksztusiłam się wodą i pół butelki wylałam na siebie i Zayna. Zaczął mnie pukać po plecach. - Wszystko ok.? - zapytał.
- Tak. Dzięki.
- Przepraszam. Może trochę się pospieszyłem. Ale niestety, mam tak, że jak coś poczuję to muszę to wyrzucić z siebie, bo inaczej głowa mi pęka. - zaczął się tłumaczyć. Niepotrzebnie.
- Nie tłumacz się. - przerwałam. - Ty też mi sie podobasz. Zaniemówił.
- Serio.? - zapytał.
- Eheś. I przepraszam.
- Za co.?
- Spójrz na siebie. - powiedziałam. - Jesteś cały mokry.
- Jesteśmy kwita. - powiedział.
- Fakt. - odpowiedziałam.
- Idę do domu się przebrać. - powiedział.
- Ok. Ja też się przebiorę. - wstałam i zaczęłam wyciągać ubrania z szafy.
- Wpadnij do mnie jak będziesz gotowa.- zaczął chichotać.
- Jasne. Yyy... z czego się śmiejesz.? - zapytałam.
- Ja.?! Ja się wcale nie śmieje. - odpowiedział.
- Taa. Jasne.
Kiedy Zayn wyszedł spojrzałam w lusterko i przeżyłam szok. Nie przewidziałam tego, że makijaż mi się rozmarze. Wyglądałam jak Zombie.
Podeszłam do szafki i wyciągnęłam zestaw do demakijażu i wzięłam się do roboty.
Po kilku minutach byłam gotowa.
Zeszłam na dół. Przywitały mnie zdziwione miny.
- Gdzie idziesz - zapytał David.
- Do Zayna.
- Uuuuuu - powiedział Justin.
- Stul twarz.
- Dobra, dobra. Ja nic nie mówię.
- Ehe. Idę i nie wiem kiedy wrócę, ale wiem jedno, że wrócę przed północą.
- Ok.
# Z perspektywy Melanie #
- Buahahaha. Szykuję nam się nowa para. - powiedziałam po wyjściu Megan.
- Z pewnością. - odpowiedziała Amy.
- A tak w ogóle to gdzie jest Patrick.? - zapytałam.
Nikt nie odpowiadał.
- Zadałam pytanie.
- Dobra...powiemy Ci. Ale obiecaj. - w tej chwili zadzwonił mój telefon.
- Patrick - wyjaśniłam pozostałym.
- Odbierz, odbierz.! Szybko.!
- Dobra, dobra. Już. Spokojnie. Nie gorączkujcie się.
Rozmowa :
P. - Hey misiek.
M. - No siemka. Co tam.?
P. - A nic, nic. Mam prośbę. Bądź gotowa za godzinkę.
M. - Co.? Ale po co.?
P. - Niespodzianka.
M. - Powiedz. Dobrze wierz, że nie lubie niespodzianek.
P. - Nie mogę. Przyjadę po Ciebie za godzinę. Nie spóźnij się.! Pa.
M. - Patrick...ale o co ci... - i piiiiiiiip.
KONIEC
- I co.? Wiesz coś.? - zapytała Jull.
- Taa. Jasne - odpowiedziałam z sarkazmem - Tyle, że mam być gotowa za godzinę.
- No to idź się szykuj kobieto.! - krzyknął David.
- Dobra, dobra.
Poszłam na górę. Wyglądałam jak Zombie. Pobiegłam pod prysznic. Wykąpałam się i zaczęłam wyciągać ubrania z garderoby. Założyłam '''''to''''' i lekko pomalowałam usta błyszczykiem.
Miałam jeszcze dziesięć minut, więc zeszłam na dół i usiadłam na kanapie pomiędzy Davida, a Justina.
- Ho ho. Ktoś tu ładnie wygląda. - mówiąć to, spojrzał na mnie.
- No chyba ty.! - powiedziałam.
- No oczywiście, że ja. - odpowiedział.
- Jak zwykle, skromny. - odgryzłam się.
- Rodzinne - odpowiedział i usłyszałam dzwonek sms-a. Wyciągnęłam komórkę.
" Wyjdź przed dom.! ;* ¦ Patrick. xxx "
Wstałam z kanapy i ruszyłam przed dom.
- Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - krzyknęłam przez ramie.
- Ok. - odpowiedzieli chórem i wybuchnęli śmiechem.
- Stulić twarze. - powiedziałam.
Pod domem stał jeden podwójny rower. Stanęłam jak wryta. Po chwili z drzewa zeskoczył Patrick i dał mi soczystego całuska.
- What.?! - zapytałam zdziwiona.
- To jest rower - odpowiedział.
- Tyle to ja wiem. Ale po co Ci on.?
- Jedziemy na wycieczkę.
- Na tym czymś.?
- No jo.
- Ok. - uśmiechnęłam się słodko i zajęłam miejsce z przodu.
- Eyy, ja chciałem tam usiąść.
- Dobrze powiedziane, chiałeś.
Zrobił smutną minkę i zajął miejsce z tyłu.
- Przepraszam. - powiedziałam. Nie odzywał się. Odwróciłam się i dałam mu buziaka w policzek. Nadal nic nie mówił.
Prychnęłam.
Pocałowałam go w usta.
Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się.
- Wprawdzie, nie gniewałem się, no ale...trudno. - uśmiechnął się jak cwaniak.
- No wiesz. Teraz to ja się obrażę. - powiedziałam i odwróciłam się. Ruszyłam w drogę. Po 50 cm zaczęło mi się jechać jakoż lekko. Obejrzałam się za siebie. Patricka nie było na podłodze, ale za to leżał na ziemi, zwijając się z bulu.
- Ałł. - zaczął się drzeć na całe osiedle.
- Ćsiii - wybuchnęłam śmiechem.
- Zrzuciłaś mnie z roweu, a teraz się śmiejesz.! - powiedział, a właściwie wyjęczał.
- Bywa - odpowiedziałam obojętnym tonem.
Podeszłam do niego i zaczęłam go podnosić. Nie udawało mi się, więc złapałam jego nogi i zaczęłam go ciągnąć do domu
Stanełam przed drzwiami, kopnęłam je i zaczęłam ciągnąć go dalej.
Nie wiem jakim cudem, ale doczołgałam się z nim do salonu.
- Nic innego nie mogłaś wymyślić.?!- zapytał z oburzeniem.
- Nie krzycz na mnie.! I tak, niczego innego nie wymyśliłam.! - krzyknęłam.
- Nie chcę się wtrącać, ale nie mogłaś przyjść po nas, żebyśmy go tu wnieśli. - zapytała Amy.
- Nie pomyślałam. - powiedziałam. - A tak w ogóle to co Cię boli.? - zwróciłam się do Patricka.
- Noga. I to bardzo.
- Możesz nią ruszać.? - zapytałam i uklęknęłam koło niego.
- Właśnie problem w tym, że nie.
- O niee.
- Justin - uśmiechnęłam się słodziutko i zaczęłam mrugać rzęsami.
- Jasne. Podwiozę was na pogotowie. - skarciłam go wzrokiem. - Ups.
- Że co.?! Nie jedziemy do żadnego szpitala. Zobaczcie, nic mi nie jest. - zaczął zginać nogę. Coś strzyknęło.
- O Boże. - powiedziała Amy. - Mam w dupie co myślisz. Jedziemy na pogotowie.
- Ale...
- Nie masz tu nic do gadania - wtrąciłam się.
Podróż zajęła troche czasu, bo nie mieliśmy pojęcia gdzie znajduje się jakiekolwiek pogotowie. Po 40 minutach Jull zauważyła szpital.
Witam c;
Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału, ale przekroczyłam limit internetu ;c Brawo dla mnie. ;p
Jestem zadowolona z tego rozdziału. Myślę, że Wam też się spodoba ;d
W roku szkolnym, będę dodawała więcej rozdziałów, bo jak znam życie będę pisać je na lekcjach :D
Jak zwykle. ;]
Mam Wam dziś do przekazania kilka ważnych wiadomości. ;p
Dziękuję za odwiedzanie mojego bloga. ;] Nigdy bym nie pomyślała, że będę mieć, aż 390 wejść.
Bardzo dziękuję ♥
Przepraszam, że tak długo nie dodaję rozdziału. Są ku temu 2 powody.
Pierwszy jest taki, że są wakacje. Spotykam się z przyjaciółkami i nie mam za dużo czasu, żeby napisać rozdział.
Drugi powód jest taki, że przez kilka dni nie mogłam dostać się do swojego konta, mimo iż wpisywałam prawidłowe hasło. Nie wiem co się stało, ale teraz hasło jest zmienione i wszystko jest ok.
Kolejny rozdział jest już zaczęty, lecz nie mam pomysłu na skończenie go. Jeśli macie jakieś pomysły chętnie wysłucham. ;D
Piszcie na ten adres e-mail : madzia32@onet.com.pl
- Dziewczyno. Ja cię kocham. - zaczął mnie przytulać, ściskać, podnosić mnie. Trwało to z 10 minut.
- Ok.? - odpowiedziałam przez śmiech.
- Fiu, fiu. Szykuję się nowa para.
- Oj Amy, Amy. Grabisz sobie.
- A mi by się to całkiem podobało. - wtrącił się Patrick. Zbił mnie z tropu.?
- Serio.? - zapytałam.
- No baa. - odpowidział.
- To chodź na spacer. - zaproponowałam.
- Ok. - odpowiedział z entuzjazmem.
Widać, że był zadowolnony. Muszę przyznać, że Patrick jest ładny. Od przyjzdu do Londynu dobrze się znim zapoznałam i polubiłam go. Przeszliśmy się do parku.
Przyznam, że od przyjazdu byłam tylko raz poza domem.
- No więc... - zaczęłam. - to co mówiłaś w kuchni to prawda.? No wiesz...to, ze nie miałbyś nic przeciwko, gdybyśmy byli parą.
Uff. W końcu to z siebie wydusiłam.
- Taakk - odpowiedział niepewnie. - Wieszz... chiałam ci powiedzieć już od dłuższego czasu, ale nie miałem odwagi.
- Rozumiem.
- Ale to i tak nie ma sensu. Ty i tak nic do mnie nie czujesz. - powiedział zrezygnowany.
- Skąd wiesz.? - zapytałam i usiedliśmy na ławce.
- Nie wierze. Nie rób sobie ze mnie żartów. - zaczął przynudzać. - I tak wiem, żee...- przerwałam mu pocałunkiem.
- Teraz mi wierzysz.? - zapytałam.
- Teraz tak. - odpowiedział i odwzajemnił pocałunek. To było wspaniałe.
- Chodź do domu. Zimno się zrobiło.
- Ok. Czyli oficjalnie jesteśmy parą.? - zapytał.
- No baa. Oczywiście.
Kiedy byliśmy koło domu słyszeliśmy krzyki. Zaraz po tym jak weszliśmy do domu byłam w szoku. David, Amy, Meg, Jull i Jus ganiali się po całym domu.
Wiedziałam, że muszę wkroczyć do akcjii.
Nie mogłam liczyć na Patricka, bo dołączył do dzikusów.
- Ciiiiiiiszaaaa.! - wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam.
- Ejjj, złotko, przerwałaś nam zabawę.
- Ohh. Doprawdy.? Pozwolisz, że przypomnę Ci, że moje zemsta nie dobiegła końca.
- Dobra, będę grzeczny.
Zaczęłam sprzątać bałagan. Oczywiście reszta uciekła, żeby nie pracować. Pfff. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Kiedy otworzyłam, przed drzwiami stało pięciu chłopców. Pięciu ładnych chłopców.
- Hey - przywitali się.
- Yyy...siemka - odpowiedziałam.
- Przyszliśmy się przywitać z nowymi sąsiadami. - odpowiedział koleś z loczkami.
- Jasne. Ok. Zapraszam do środka. Jestem Melanie. - powiedziałam.
- Ładne imię. Ja jestem Harry, to Zayn, Louis, Liam i Niall.
- Niall.? - zapytałam.
- My się znamy. Tak jakby.
- Serio.?
- Nom. To na mnie wpadłaś wtedy wieczorem w parku.
- Okey. Zawołam resztę. Zaraz wracam. Pobiegłam na górę. Wszyscy siedzieli w moim pokoju.
- Co wy tu kur*a robicie.? - zapytałam wściekła.
- Yyyy... siedzimy sobie. - odpowiedziała Amy.
- W moim pokoju.?
- Tak jakby - odpowiedział mój chłopak.
- Dobra. Nieważne. Później mi się z tego wytłumaczycie. A teraz na dół. Mamy gości.
- Gości.?
- Eheś. Ruszać tyłki. - wydarłam się.
Zeszliśmy na dół. Wtedy doznałam ponownego szoku.
Louis i Harry kłócili się, o to, kto ma ładniejsze skarpetki. Niall jadł chipsy, które zostawiłam na stoliku. Liam próbował ich ogarnąć, ale mu się to nie udawało. A Zayn stał na środku i przyglądał się Louisowi i Harremu. Śmiał się jakby coś ćpał przed przyjściem. Dołączyliśmy do Zayna i zaczęliśmy się śmiać. W końcu wkroczyłam do akcji.
Podeszłam do Liama.
- Mam ich opanować.? - zapytałam.
- Taak. Proszę Cię nad życie.
- Okey. - odchrząknęłam - Ciiszaaa.
Zrobiło się cichutko, jak makiem zasiał.
- Jesteś geniuszem. - szepnął mi do ucha Liam.
- Eyy... mogła byś krzyczeć ciszej.? - zapytał Louis.
- Nie. A tak wogle to się poznajcie.
Przedstawiłam ich sobie. To było bardzo dużo gadania.
- Eyy... Melanie, mam pytanko. - powiedział Lou.
- Wal śmiało - odpowiedziałem.
- Czy ty...no, wiesz... czy macie marchewki.? - zapytał.
- Marchewki.? - wyszczerzyłam się.
- Noo. Tak. Lou uwielbia marchewki, a w sklepie się skończyły. W domu też. Więc przyszliśmy się przywitać i przy okazji pożyczyć marchewki. - wytłumaczył Zayn. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Spoko. Pójdę sprawdzić. - poszłam niepewnie do kuchni, przyglądając się Louisowi jak jakiś detektyw.
Zajrzałam do wszystkich szafek. W ostatniej znalazła cztery marchewki. Wzięłam wszystkie.
Wróciłam do pokoju i wręczyłam mu dwie marchewki. Sięgnał po pozostałe.
- A a a.
- Dlaczego nie dałaś mi wszytskich.?
- Ponieważ uwielbiam marchewki i nie oddam ci ich.
- Serio.?
- Eheś.
Zaczęłam jeść. Myślałam, że Lou zje normalnie. Jak człowiek, ale on zaczął je przytulać i gadać do nich. Podeszłam do Zayna.
- On tak zawsze.? - zapytałam.
- No. Mniej więcej. - odpowiedział.
- Wow. Mam słabość do marchewek, ale bez przesady.
- No widzisz. Ty masz słabość, a on miłość.
Wybuchnęliśmy smiechem. W tej chwili podszedł do nas Niall.
- Eyy...macie coś do jedzenia, bo mi się chipsy skończyły a głodny jestem. - zapytał słodziutkim głosikiem i zrobił minę smutnego szczeniaczka.
- Ta mina na mnie nie działa, aczkolwiek dam ci coś do jedzenia.
Poszłam do kuchni , a Niall za mną. Po chwili do kuchni wszedł Patrick.
- Słonko, tubylcy domagają się jedzenia. - oznajmił.
- Wszyscy.? - zapytałam.
- No.
- Mam pomysł ja pójdę z Niallem do sklepu po jakieś przekąski, a wy zamócie pizze.
- Ok.
- Dobra to idziemy. Tylko proszę, nie żartujcie sobie z dostawcy.
- Dobrze - odpowiedział zrezygnowany.
# Z perspektywy Megan #
Siedzieliśmy wszyscy na kanapie. Louis zjadł marchewki, więc nie mieliśmy tematu do śmiechu. Cały czas przyglądałam się Liamowi. Wydawał mi się znajomy, ale nie wiedziałam skąd.
- Eyy...Payne. Rzuć mi piłkę. - krzyknął Zayn. Wprawdzie nie wiedziałam do kogo. Dopiero po chwili Liam mu ja podał. Liam Payne. To samo nazwisko.
To mój kuzyn.
Podeszłam do niego.
- Ty jesteś Liam Payne.?
- No. A co.?
- Ja jestem Megan Payne.
- Serio.? - wszyscy zapytali chórem.
- Pamiętasz mnie.? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Coś mi świta. - Zrobił zamyśloną minę. - Ty jesteś moją kuzynką. - wykrzyczał.
- Tak. Miło, że pamiętasz.
- Jak mógłbym zapomnieć. Ooo. To były piękne lata. Pamiętasz jak bawiliśmy się klockami LEGO.?
- No baa. Nigdy tego nie zapomnę. A pamiętasz jak połknąłeś ten malutki telewizorek z zestawu.? - zapytałam.
- Taa. To nie należało do najprzyjemniejszych chwil.
- No.
- A potem wyszedł tyłem.
- Brrr - wszyscy się wzdrygnęli.
W tej chwili Patrick wszedł do salonu.
- Gdzie zgubiłeś Mel.? - zapytał David.
- Poszła do sklepu z Niallem. - odpowiedział.
- O nie. Tylko nie to. - powiedział Harry.
- Dlaczego.? - zapytałam.
- Nialla nigdy nie bierze się do sklepu. Jak znam życie zaraz wpadną z dziesięcioma torbami. Niall zje wszystko więc często wykupujemy pół osiedlowego sklepiku.
- Taa. To pewnie dlatego rano nie było bułek. - powiedział Patrick.
- O tak. 3 dni temu wziąłem Nialla do sklepu. - powiedział Harry - Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu. - Wybuchnęliśmy śmiechem.
- No cóż. Teraz pozostaje nam się tylko modlić. - powiedział
- Ta. Podejrzewam, że tych toreb trochę będzie, ponieważ Mel też lubi sporo zjeść - powiedział David.
- Hahaha. To będziemy mieli duuużo żarcia.
- Zaraz będzie pizza. - powiedział Patrick. - Tylko obiecałem Mel, że nie będziemy robić żartów z dostawcy.
- Okay.
Pogadaliśmy parę minut, aż ktoś zadzwonił do drzwi. David poszedł otworzyć. Spodziewaliśmy się dostawcy, ale w drzwiach stała Mel z Niallem.
- Wiesz, że drzwi się zatrzaskują.? - powiedziała zdziwiona i uśmiechnięta Melanie.
- Amerykę odkryłaś. - powiedział David.
- Moja mama specjalnie takie zamówiła, bo wiedziała, że jesteśmy roztargnieni i kiedyś zapomnimy zamknąć i nas okradną. - krzyknęła Amy.
- Twoja mama jest medium. - odpowiedziałam.
Melanie z Niallem poszli do kuchni rozpakować zakupy. W tym czasie dostarczyli nam pizze.
Wszyscy usiedliśmy na podłodze. Melanie włączyła film "Dziewczyna w czerwonej pelerynie"
Zajeb**ty film. Nigdy nie oglądałam lepszego. Jego reżyser jest geniuszem.
A jeden z głównych bohaterów, niejaki Peter jest bardzo przystojny.
Obejrzeliśmy film i zjedliśmy pizze.
Kiedy skończyliśmy była 23.00. Chłopcy chcieli już iść, żeby nam nie przeszkadzać, ale namówiliśmy ich, żeby jeszcze trochę pogadali i poznali się lepiej.
Obudziły mnie krzyki z dołu. Zeszłam wesoła. Wszyscy siedzieli w salonie.
- Heyo - przywitałam się.
- Siema - odpowiedzieli chórem.
- Już po śniadaniu.? - zapytałam.
- Nie - odpowiedział Justin - Czekamy na Ciebie.
- O jak słodko. To co jemy.?
- To co zrobisz - odpowiedziała niepewnie Meg.
- Słucham.?!
- Przepraszamy. - powiedziała Amy. - No, ale ty robisz takie dobre naleśniki. Myje uwielbiamy.
- Dobra. Pierwszy i ostatni raz.
Poszłam do kuchni. Przygotowałam składniki i wzięłam się do roboty. Zrobiłam ich 15. Odwróciłam się do wyjścia z kuchni, żeby ich zawołać, ale stali w drzwiach.
- No ładnie. - uśmiechnęłam się - Macie po 2. Nie więcej. Tylko ja mam prawo do trzech.
- No, alee...ja też chhh - zaczął Patrick, ale skarciłam go wzrokiem.
- Dziękujemy - powiedziała Jull. Wszyscy ustawili się w kolejce i dawali mi buziaczki w policzek. Czułam się jak gwiazda filmowa.
Kiedy skończyłam, podeszłam do Patricka i szepnęłam mu do ucha "zemstę czas zacząć"
Odpowiedział mi pytającym spojrzeniem. Zaśmiałam się i wyszłam z kuchni. Poszłam do pokoju.
Postanowiłam się rozpakować. Zajęło mi to godzinę. Myślałam, że będzie gorzej.
Potem poszłam się odświeżyć. Łazienka jest śliczna. I co najlepsze jest tylko i wyłącznie dla mnie.
Ubrałam się, uczesałam w koka i nałożyłam lekki makijaż. Postanowiłam odwiedzić wszystkie pokoje. Najpierw poszłam do Amy. Zapukałam.
- Proszę - usłyszałam cichutki głosik. Weszłam, a w środku przeżyłam szok. Wszędzie ciuchy. Z tego co wiem miała 2 walizki, ale nie wiedziałam, że zmieściło jej się tam aż tak dużo rzeczy.
- Boże dziewczyno, co tu się dzieje.? - zapytałam.
- Jak to co.? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Rozpakowuje się. Zaczęłam się śmiać. W drzwiach stanęły Jull z Meg.
- Z czego się tak śmiejecie.? - zapytała zaczrypniętym głosem Meg.
- Amy się rozpakowuje - odpowiedziałam za nią.
- To są jej ubrania.?
- Owszem. Wszystko co tu jest należy do Amy.
- Dobra koniec gadania.! - wydarł się nasz ciasteczkowy potwór. - Lepiej pomóżcie mi sprzątać.
- A co w zamian.? - zapytałyśmy chórem i wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Hmmm... zrobię wam kolację.
- Okey.
Wzięłyśmy się do pracy. Zajęło nam to 3 godziny. Ogólnie to gadałyśmy i śmiałyśmy się, a nie pracowałyśmy.
- A tak wogle to gdzie wcięło chłopaków.? - zapytałam.
- Hmmm...nie wiem. - odpowiedziała Jull.
- Pójdę zobaczyć co się z nimi dzieje. - powiedziałam.
Zeszłam na doł. W kuchni ich nie było więc poszłam do salonu. Cała trójka siedziała jak małe dzieci przed telewizorkiem i oglądali SpongeBoba. Dołączyłam do oglądania mojej ulubionej bajki, ale najpierw zawołałam dziewczyny. Był maraton. 5 odcinków. 3 godziny. Jak się ocknęłam była 18. Postanowiłam, że pójdę pobiegać. Przebrałam się w dres i wyszłam. Park był niedaleko. Włączyłam muzykę i włorzyłam słuchawki do uszu. Zrobiło się ciemno.
W końcu musiało się coś stać. Wpadłam na jekiegoś chłopaka.
- Ojej. Przepraszam. Zamyśliłam się. - powiedziałam poddnenerwowana.
- Spoko. Nie przejmuj się. Nic Ci się nie stało.
- Nie,nic. - Chłopak był w kapturze, a poza tym zrobiło się ciemno i nie widziałam jego twarzy.
- To dobrze. A tak wogle to jestem Niall.
- Melanie. - Przedstawiłam się. - Ja lecę. - powiedziałam.
- Ok. Pa.
- Pa - odpowiedziałam.
Jeszcze trochę pobiegałam. Kiedy wróciłam do domu była 22. O dziwo wszyscy byli już w swoich pokojach. Znaczy, tak myślałam do puki nie weszłam na górę. Od razu usłyszałam śmiechy z pokoju Davida. Weszłam i zobaczyłam jak wszyscy grają w butelkę na odwagę.
- Heyo. Mogę się dołączyć. - zapytałam.
- No baa.
Zabawa była super. Zadania jeszcze lepsze. A atmosfera najlepsza. Około północy Amy i Justin poszli do sklepu po trunki.
Wypiłam kilka drinków i około 2 piw. O 2 zrobiłam się senna i poszłam do swojego pokoju. Żuciłam się na łóżko i po chwili zasnęłam.
Następnego dnia
Obudziłam się z wielkim kacem. Zpojrzałam na zegarek. 12.!
Boże, jak ja mogłam tak długo spać.
Zeszłam na dół. W kuchni siedziała Amy.
- Hey - przywitała się.
- Siemka - odpowiedziałam z uśmiechem pomimo bólu głowy. - To jak, co na śniadanie.? - zapytałam.
- Kanapki. I jak chcesz to przygotowałam kawę.
- Za kanapki podziękuję, ale kawę z wielką przyjemnością.
Wypiłam kawę. Mniam. Pogrzebałam trochę w szafkach i stwierdziłam, że nie mamy nic do picia, a jak znam życie, każdy ma kaca. Poszłam do pokoju przebrałam się i postanowiłam iść na zakupy. Zapukałam do Jull, ale ona spała. Meg też, Justin to samo, David także. Ostatni pokój należał do nikogo innego jak Patricka. On też spał, ale stwierdziłam, że go obudzę.
Zaczęłam go szturchać, krzyczeć do ucha, ale spał jak zabity. Weszłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać, ale on tylko coś mruknął. Postanowiłam, że urzyję mojej starej sztuczki. Wzięłam kubek i nalałam zimnej wody. Podeszłam do niego, spał tak słodko, ale niestety. Wylałam wodę. Zerwał się z łóżka.
- Hey - przywitałam się wesoło.
- Siema. Co ty robisz.?! - zapytał wkurzony.
- Jak to co.? Budzę cię.
- Aha. Fajne masz metody.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
- Nie mogłaś obudzić mnie normalnie. Jak zwykli ludzie.
- Nie. Próbowałam. Szturchałam cię, krzyczała, skakałam po łóżku. Nic. A tak wogle to część zemsty. - uśmiechnęłam się złowrogo.
- Jakiej ze... o Boże. Ty nie żartowałaś. - powiedział wystraszony.
- Ja nigdy nie żartuję. - odpowiedziałam. - A teraz ubieraj się i schodź na dół. Idziesz ze mną na zakupy. - Rozkazałam mu.
- Ok. Zaraz zejdę.
Wyszłam z pokoju. Poszłam do siebie. Wzięłam torebkę i pieniądze. Miałam mało więc postanowiłam iść do Davida i pożyczyż. Nadal spał więc wyciągnełam trochę z kieszeni bluzy. Zeszłam na dół.
Usiadłam na kanapie w salonie i włączyła telewizję. Był SpongeBobe. Jej. Po chwili zszedł Patrick.
- Możemy iść.
Sklep był około 500 metrów od domu. Każdy wziął swój wózek i jeździliśmy na nich po całym sklepie.
Po godzine wróciliśmy do domy z trzem atorbami napoi i dwiema jedzenia.
Weszliśmy do domu śmiejąc się jak dauny.
- Co wy tacy weseli.? - zapytał Justin.
- Byliśmy w supermarkecie. To chyba tłumczy wszystko. - odpowiedziałam przez śmiech.
Poszliśmy do kuchni. Rozpakowaliśmy zakupy. Oczywiście znów padło na mnie. Zrobiłam swoje popisowe naleśniki. Tylko tym razem z czekoladą.
- Obiaad - wydarłam się na cały dom. Wszyscy wpadli do kuchni głodni.
- Czy ja widzę to co widzę, czy tylko mi się wydaje, że to widzę.?
- Użyłeś w jednym zdaniu trzy razy słowo 'widzę'. Ale mniejsza z tym. Tak. To jest to co widzisz. Naleśniki z czekoladą.
- Dziewczyno. Ja cię kocham. - zaczął mnie przytulać, ściskać, podnosić mnie. Trwało to z 10 minut.
- Ok.? - odpowiedziałam przez śmiech.